Posts Tagged ‘Kasandra’

Grecja cz. I – przyjazd

środa, Sierpień 20th, 2008

Podróż do Grecji trwała dwie godziny z małym haczykiem. Na dole widać było skupiska świateł. Albo chmury i błyskawice.
Godzina przesunięcia do przodu. Po wyjściu z lotniska a Salonikach uderzyło nas wilgotne i gorące powietrze. Ile trwała podróż autokarem do hotelu – nie pamiętam. Wysiedliśmy wymęczeni i na wpół przytomni. Dostaliśmy klucze do ręki i dalej do pokoju. Chwila konsternacji – za przykrycie tylko jakby prześcieradło – ale padliśmy i nakryliśmy się cienkim materiałem. Więcej absolutnie nie było potrzebne a nawet byłoby męczarnią. Dochodziły do nas odgłosy przejeżdżających samochodów, megafon sprzedawcy dywanów. Później te odgłosy nie robiły na nas większego wrażenia ale tamtego poranka… nie dość, że noc nie przespana, hałas, to jeszcze najbardziej niewygodne łóżko w moim życiu. Ale o niewygodnych łóżkach w Grecji słyszałam już wcześniej od Wayne’a i Tanji. Nie znaczyło to jednak, że nie obudziłam się bez bólu w barku…

Szybki prysznic i poszukiwania sklepu – w turystycznych, zaraz za hotelem, nie mieli chleba pełnoziarnistego. Właściwie to za dużo to tam nie mieli z jedzenia. Wyszliśmy na główną drogę i znaleźliśmy miejscowy super market. Obkupieni wróciliśmy do pokoju na małe co nieco. Potem drugie wyjście w poszukiwaniu bankomatu – klucząc uliczkami, macając palmy i podziwiając małą cerkiew, zdobyliśmy pieniądze.
Pefkochori to mieścina niewielka, długa a wąska, znajdująca się na Kasandrze. Typowo turystyczna. To takie… Władysławowo w wersji śródziemnomorskiej, z domieszką obcokrajowców. Tak powiedzmy prawie pół na pół- choć raczej przewaga Greków. Brak tu wielkich kompleksów hotelowych. Za to niewielkie hotele, pokoje i apartamenty. Właściwie, to można tam jechać w ciemno – na pewno się jakieś miejsce by znalazło. Mnóstwo tawern i sklepów z pamiątkami. Mniej czy bardziej tandetnymi. Wiedziałam, że kapelusz będzie mi niezbędny, więc tak długo chodziłam, aż znalazłam jakiś w którym jako tako wyglądałam. Do kompletu wachlarz :P
Doszliśmy do plaży, wąskiej, ziarnistej, czystej i rozgrzanej do granic. Było duszno, powietrze jakby stawiało niewielki opór. Było po piętnastej, okiennice pozamykane, markizy naciągnięte – życie jakby przycichło – sjesta. Wróciliśmy do pokoju i zasnęliśmy.

Patrz -> Galeria

Wstaliśmy tylko dlatego, że było umówione spotkanie z rezydentem.
Dotarliśmy na miejsce, usłyszeliśmy parę zdań o Półwyspie Chalcydyckim / Chalkidiki / Halkidiki / Χαλκιδική / Chalcidice – że na północnym wybrzeżu Morza Egejskiego, że na południowy wschód od miasta Saloniki i że kończy się trzema mniejszymi półwyspami Kasandrą, Sithonią i Athosem. Usłyszeliśmy o możliwościach wykupienia wycieczek, gdzie co i jak – i właściwie dopiero po nieśmiałych protestach, że kolacjo-obiad czeka na niektórych w hotelach, pani pospiesznie skończyła i nas wypuściła ze zaznajomionej tawerny. W Petridis faktycznie posiłek czekał. Szybka decyzja, co chcemy zobaczyć i z powrotem do biura zamówić wycieczki: do Meteorów, rejs po Zatoce Toronejskiej i do Jaskini Petralona. Chcieliśmy do Aten, ale rezydenckie biuro zrezygnowało z tej pozycji z powodu znaczej odległości. Udało nam się jeszcze zobaczyć zachód słońca, który trwał naprawdę niedługo. Nazajutrz czekała nas wycieczka do Meteorów, więc nie badaliśmy dokładnie nocnego życia… zaśniecie nie stanowiło problemu.

statystyka