Jesień 2008
Listopad jak z bicza trzasnął… już po nim…
Ostatnie dwudzieste któreś urodziny – nieco to smutne. Jakoś tak refleksyjnie
Pograliśmy troszkę w pokera – chociaż ja z Marcinem chętnie w coś na zmianę jeszcze byśmy pograli. Próbowałam dokoptować jeszcze niejakiego Łukasza ale się rozeszło. Do tego się nieco rozwaliło, bo trochę trudno nam się zebrać: Michał w weekendy pracuje a wolne ma w poniedziałki i wtorki, ja w poniedziałki popołudniu do szkoły a Andrzej we wtorki na popołudniu. I lipa.
Z pracy zostałam wysłana na kurs higieny żywności. Trwał cały tydzień i kończył się pisemnym egzaminem. Po duńsku. Dobrze, że pytania nie były skomplikowane, to nawet je zrozumiałam i zdałam test
Fantacia – naszym zdaniem może się to udać, ale pytanie brzmi czy dadzą radę Janka z Per’em przetrzymać do czasu, kiedy to nabierze rozmachu. A czas tyka na ich niekorzyść… i rachunki przychodzą cały czas.
Nadszedł czas Julefrokost – czyli świątecznych wieczorków. EasyFood nie zaszalało – jedzenie tak by dla każdego starczyło, czyli dwa szwedzkie stoły + deser. Bez osoby towarzyszącej. W porównaniu do PrimeCargo/SteamLine to chudo, chudo… do tego liczyłam na jakiś skandaliki – rok temu Julefrokost zaowocowało trzema rozwodami a tu tak skromnie, nic
Dom ozdobiony świątecznymi pierdółkami
Większość prezentów kupiona. Tylko nie mogę się zebrać i kartek do Polski wysłać. Ale dam radę. Kiedyś dam. Jeszcze mam niecałe dwa tygodnie
Patrz –> Galeria
Mamy zamiar wyjechać najlepiej 19 grudnia – ale czy nam to się uda to inna sprawa… Andrzej, z którym mieliśmy jechać, przydeptuje nóżkami i najchętniej by jechał już 18-go tj w czwartek. Ale ja mam jeszcze jedna nockę… gdybym wzięła wolne, to raz tracę kasę za te godziny a dwa – bonusy za bycie zawsze w pracy. A Marcin ciągle poszukujący, więc każda korona jest nam potrzebna.
Nasze wolne przemyślenia – kapitalizm zabrnął w ślepy zaułek. Dobrze spełnił swoją rolę ale trzeba by coś nowego. Tylko jaką mamy alternatywę? Socjalizm się nie przyjął. Zbyt idealistyczny w założeniach a ludzie ideałami nie są. Czy ma szansę powstać system, który by promował pozytywne cechy u ludzi? Kapitalizm promuje samolubstwo, często dochodzenia do celu ‘po trupach’. Nie dba o innych, żąda ale rzadko daje innym. Tylko za pieniądze. Kapitalizm będzie dążył do koncentracji pieniądza. Czy ludzkość dojdzie kiedyś do momentu, że będzie coś robić, bo opłaci się np w przyszłości nową technologią, wiedzą, ogólnym postępem a nie dlatego, że coś przyniesie zysk? Czy człowiek naprawdę potrzebuje pieniądza jako siły napędowej? Nie może coś tak po prostu zrobić dla drugiego człowieka? Dla ogółu?



