Posts Tagged ‘H.C. Andersens Hus’

Maj

niedziela, Sierpień 9th, 2009

Szybko coś naskrobię, bo to już tydzień po powrocie z Polski, a ja dopiero zdjęcia z maja wstawiłam…

Sądząc po fotkach, to dość zabiegany był maj :P

Ania połączyła grilla z zaległymi urodzinami – chyba coś nie poszło z imprezą robioną wspólnie z Kristine… grill był kameralny i bardzo przyjemny :) czyli oprócz solenizantki obecna była oczywiście najlepsza przyjaciółka Kristine z chłopakiem Mads’em, kuzyn Kristine a zarazem dobry znajomy Ani, Thomas, dwie sąsiadki Ani ale imię pamiętam tylko jednej, Mette no i my :) + Venus chwilami w tle. Ania wcześniej była w Niemczech, więc alkoholu było w różnej postaci dość (u sąsiadów taniej o 1/4 – 1/3). Wraz z zachodem zrobiło naprawdę się zimno, więc dwa grille zostały zaimprowizowane jako przenośne ogniska, co skończyło się spaleniem uchwytów… Ania zaprezentowało nową fryzurę – czyli loczki.

Bodajże następnego dnia było z dawno planowane, przesuwane itp wyjście klasowe ze szkoły językowej, na którym pojawiło się koniec końców 5 osób… + 2 towarzyszące – z tego 4 to Polacy :P . Udało nam się namówić wszystkich na bilarda, co chyba było niezłym pomysłem – w tle można było jeszcze zagrać w cybera, którego polecał Adrian.  Zgrabnie  wszystko wyszło, a jak już wszyscy się razem jakoś oswoili, na koniec potoczyły się rozmowy przy piwku, w językach, siła rzeczy, dwóch: po polsku lub duńsku :P bo pozostałe osoby to Argentyńczyk, Duńczyk i Słowak.

W następnym tygodniu od dawna oczekiwany koncert Jeana Michela Jarre w ramach trasy “World Arena Tour”. No może przeze mnie średnio oczekiwany, ale na pewno przez resztę drużyny tamtego dnia, czyli Marcina, Anię, Thomasa, Kristine (chociaż co do niej mam wątpliwości) i Raimar’a (tatę Kristine). Do Herning z Kolding jest około godziny jazdy. Byliśmy jakąś godzinę przed planowanym rozpoczęciem. Koncert w ogromnym kompleksie, zwanym MCH Messecenter Herning – tam mogą się odbywać nawet i targi. Naprawdę wielkie. W skład tego wchodzi i kryta hala widowiskowa. Dym już był :) sprzęt rozstawiony. Nikt nie sprawdził nam biletu :O  nikt nas nie obmacał i nie sprawdzał toreb :o Można było robić zdjęcia :o ‘Kameralnie’ jak na pana Jarre – bo tylko około 5 tysięcy ludzi. Wszystkie miejsca siedzące – my byliśmy w rzędzie 20, więc całkiem przyzwoicie. Zaczęło się punktualnie. Lasery, lasery i jeszcze raz lasery, światła i reflektory. Usłyszeliśmy większość znanych jego utworów – było też granie na ‘laserowej harfie’. Sam Jean oczywiście nie był w stanie zagrać, pomagało mu jeszcze trzech ludzi. Lasery robią WIELKIE wrażenie – kolory, przejścia :) choć po pewnym czasie trochę się one mogą opatrzyć – ale przypominam – nie jestem fanem Jeana Michela. Ale udało mi się podejść do sceny, zobaczyć go w akcji :) z bardzo bliziutka… bardzo milusio spędzony wieczór.
Aha – Kristine, Raimar i Thomas po wszystkich pojechali do domu a my… zostaliśmy z gruppie, czyli Anią. Uparła się, że znajdzie tylną bramę i będzie czatować na Jarre :O No to poszliśmy za nią… znalazła, napatrzyliśmy się na pakowanie sprzętu w tiry, ochroniarze mówili nam i garstce desperatów, że Michela już nie ma itp  no i mnie i Marcinowi znudziło się po godzinie, zmarzliśmy… ale Ania wytrwała była i została… wróciliśmy we dwójkę do samochodu, co nam trochę czasu zajęło – błąkaliśmy się sami po pustym centrum, dobrze, że światła były tu i ówdzie pozapalane… brakowała tylko stada zombich do ganiania się po salach i korytarzach… dopadliśmy do samochodu i włączyliśmy ogrzewanie. Ania po pół godzinie wróciła szczęśliwa, że rację miała, bo Jarre faktycznie wyszedł z hali. Dał sobie zrobić tylko parę zdjęć, może machnął jeden autograf i się zmył… w sumie dla tej garstki może z 10 osób, mógł się poświęcić i dać sobie ze wszystkimi zrobić zdjęcie. Zwłaszcza, że Duńczycy to taki łagodny i potulny ogólnie naród na koncertach…

A to nasz filmik dokumentalny (proszę zwrócić uwagę na ‘dyskretnego’ pana filmowca):

W następnym tygodniu wycieczka do Odense – ponieważ pogoda niepewna była, padło na H.C. Andersens Hus – muzeum Hansa Christiana Andersena. Nieco ukryte między innymi budynkami, wejście po małym mostku nad wodą, do nowocześnie wyglądającego budynku. Muzeum zawiera wystawy związane z życiem i twórczością pisarza. to:

  • wystawa prezentująca wydarzenia i ludzi z okresu Hansa Christiana;

  • przedstawienie postaci Hansa czyli np zdjęcie naturalnej wielkości czy starodawne fotki 3D;

  • wycinanki zrobione przez pisarza;

  • mała salka kinowa;

  • szereg sal-wystaw o życiu Andersena, ułożone chronologicznie;

  • przedmioty codziennego użytku Hansa;

  • połączony i wkomponowany w muzeum dom, miejsce narodzin pisarza – świetny pomysł i realizacja :)

  • odtworzony pokój z Kopenhagi, w którym spędził sporo czasu;

  • hol pamięci z malowidłami i rzeźbami;

  • sala z książkami Hansa w różnych językach;

  • galeria;

  • sklepik.

Część muzeum oświetlona, część w półmroku – miły nastrój wytworzono. Co prawda nie da się tam spędzić całego dnia – może z dwie godziny, ale warto zajrzeć. Choć jak się wczyta w historie życia Andersena, to wesołe ono nie było. Nieodwzajemnione uczucia miłości; niezapominanie o tym, że był w końcu ‘tylko’ synem szewca; niedocenianie przez krajanów przez większość część życia – smutne ogólnie…
Potem udaliśmy się na spacer do… parku imienia H.C. Andersena :P (w Odense z Andersenem to tak jak w Toruniu z Kopernikiem… ;) ) – zadbany i uroczy zakątek. Byliśmy też w katolickim kościele – w którym przebywają księża o polsko brzmiących nazwiskach ;)
Niestety dzień skończył się nieprzyjemnie… tego dnia miałam na sobie przydługie spodnie, których nogawki uparcie odwijały się po podwinięciu. Przy jednym z takich przystanków na poprawkę, z torebkami pełnych pierdółek ze sklepiku przy muzeum i aparatem na sznurku, musiałam zostawić gdzieś aparat… chociaż jego brak zauważyłam dość szybko, to już było po sprawie… plułam sobie w brodę cały następny tydzień. Po czym kupiliśmy najtańszy aparat z promocji. Też Cannona, ale topornie wyglądający. Do dzisiaj przeżył, tylko desperat połasił by się na jego kradzież, czuć jego ciężar, więc trudniej o nim zapomnieć… nie chce dalej zapeszać. Wraz z aparatem przepadły zdjęcia z Niemiec, jak byliśmy u Ilony i Volkera oraz z grilla u Adriana i Asi… chlip, chlip…

Tydzień później, z nowym aparatem :P byliśmy znowu w Odense. Tym razem pogoda lepsza, więc za cel obraliśmy Den Fynske Landsbyy / The Funen Village / Fiońską Wioskę. To wielki skansen – rekonstrukcja wioski z wieku XIX. Brak tu wielkich posiadłości, za to jest w pełni zrekonstruowana wioska z typowymi dla Fionii na w pół drewnianymi zabudowaniami, ogrodami, żywopłotami, zwierzętami (żywe i wypchane), stawami i uliczkami. Są i pola – może oczywiście nie tak wielkie jak powinny i nie wszystkie, ale z drugiej strony kto to by obchodził… i tak całość zajmuję duży teren. Skansen nie upamiętnia historycznych zdarzeń, po prostu stara się przedstawić życie przeciętnego człowieka, który żył na wsi. Do większości budynków i pomieszczeń można wejść. W niektórych mieszczą się drewniane rzeźby ubrane w oryginalne stroje z XIX. Marcin aktywnie się z tymi “mieszkańcami’ zaprzyjaźniał i próbował uczestniczyć w ich życiu, na dowód czego mam krótką historyjkę:



Chaty w Den Fynske Landsby są różnych rozmiarów, z zabudowaniami towarzyszącymi lub nie, różnie zadbane, biedniejsze i okazalsze. Większość przedmiotów można dotknąć. Wyprawa na przynajmniej pół dnia  a nawet cały, jeśli dokładnie wszystko by zobaczyć i obmacać + można zabrać kosz piknikowy i się rozsiąść na trawniku czy przy stole, albo zajść do ‘karczmy’ i zjeść – co kto woli. W zależności od sezonu, podobnie jak w Den Gamle By, po terenie kręcą się >mieszkańcy< czyli przebrani pracownicy, którzy zajmują się zwierzętami, murarz naprawiający ściany a strzecharz dachy, kamieniarz obrabia kamienie, ktoś musi skosić zboże i trawę od czasu do czasu itp. Budynki zostały sprowadzone z różnych części Fionii:
- młyn wodny z Davinde,
- altana z Riisingsminde,
- wiatrak z Maderup,
- dom tkacza z Vesterlunde,
- farma z Fjeldsted,
- plebania Tommerup,
- lecznica Katterød,
- farma z Skamby-Torup,
- dom małorolnego z Melby,
- farma dwuskrzydłowa z Ærø,
- cegielnia z Bladstrup,
- dom pracownika z Fjellerup,
- dom z Dalby,
- dom wytwórcy chodaków z Vigerslev,
- dom małorolnego z Turup,
- obejście kowala z Ulbølle,
- karczma z Sortebro,
- kręgielnia z Erholm,
- spichlerz dworski z Brahesborg,
- dom małorolnego z Lunge-Bjerge,
- szkoła z Eskær,
- więzienie/areszt z Ørbæk,
- dom opłat/podatków z Langeskov,
- budynek na wóz strażacki z Turup,
- składnica kory z Langeland.
Całość cieszy zielenią – zadbane ale nie wymuskane, co daje przepiękne i malownicze widoki. Przy części roślin tabliczki informujące co to. W szkole dzieci mogą porysować i pobawić się a rodzice mogą im poczytać. W paru miejscach dzieciaki mogą spróbować pochodzić na szczudełkach, porzucać czymś w rodzaju ringo itp jak za starych :P czasów.
Den Gamle By może miało więcej zakamarków, jest bardziej upchane, Den Fynske Landsby nie liczy się z obszarem  (pola, ogrody) i ma dużo, dużo zieleni – ale to żadne odkrycie, to to jest z miastami i wioskami :P A i w wioskowym skansenie można więcej rzeczy dotknąć ale jest ich mniej w porównaniu do skansenu w Århus.
Na koniec można wejść na małą wystawę i do sklepiku.
Gorąco polecam to miejsce.

Patrz –> Galeria

statystyka