Choróbsko, koncerty i serial
W połowie stycznia dopadła mnie grypa.. Najgorsza w moim życiu. Już w drodze powrotnej we wtorek z pracy kaszałam. Kaszlałam nadal po tym , jak się obudziłam. Do tego rozpalenie. I już wiedziałam, że trzeba zadzwonić do pracy i powiedzieć, że mnie nie będzie – bo nie było dobrze. Niecała dwie godziny później doszły dreszcze. Stan podgorączkowy. Nieustający kaszel. Dreszcze dodatkowe, jak zetknęłam się z czymś zimnym. Następnego dnia doszłam do temeperatury 39. I tak zostało przez dwie doby, które pamietam jako na wpół przytomne. W sobotę temeperatura i dreszcze zeszły ale za to brzuch i mostek tak mnie bolałay, że płakałam z bólu na samą myśl o następnym ataku kaszlu. Wysłałam Marcina po coś na suchy kaszel. Wrócił z tabletkami, ale na ich działanie poczekałam ładne paręgodzin… ale zadziałały. Kaszel się zmniejszył. Zwinęłam moje leże na sofie. Ale jeszcze w poniedziałek zadzwoniłam, że mnie nie będzie. I trzeba było jeszcze nie iść conajmniej jeden dzień więcej, bo kasłanie wydłużyłam o jakiś tydzień…
Taka refleksja – czy jako młodsza przechodziłam lżej ataki grypy czy może wirus jest coraz silniejszy?
Dostaliśmy nieoczekiwany prezent od Ani – bilety na Depeche Mode i Jean’a Michel’a Jarre’a :O Szok. Czuć, że Ania na posadzie programisty ma dobrze
Pierwszy koncert w Kopenhadze w czerwcu a drugi w Herning w lipcu. Nauczeni doświadczeniem (patrz archiwum – dolna część) lepiej zaplanujemy powrót z DM, bo akurat Herning leży niedaleko Kolding.
W ramach powrotu do młodości
oglądamy StarGate – jesteśmy po pierwszym sezonie (o mój ty świecie, ale naiwny i lukrowany) i jesteśmy teraz w połowie drugiego (już nieco lepiej). Łezka szczęścia…



