Posts Tagged ‘Dworzec Katowice Główny’

PKP

niedziela, Luty 15th, 2009

Zanim napiszę co tam u nas, parę słów o PKP.

Nie jeżdżę dużo pociągami – czy to jeszcze w Polsce czy to już w Danii. Ale czasem się zdarza. I z tego co pamiętam, to i tam jak i tutaj, zwykle bywało tak, że podchodzi się do kasy, mówi gdzie się chce jechac i kiedy – pani coś popatrzy, powie, dopyta – ja odpowiadam, pani drukuje bilecik, ja płacę. Potem zwykle zmierzam na peron.

A teraz parę słów, jak wyglądała nasza podróż do Zabrza, do dr Tomasza, lekarza Marcina.

Dzień wczeniej sprawdziliśmy połączenia do Zabrza i spowrotem na sieci. Dwie przesiadki: w Warszawie i Katowicach. W jedną i drugą stronę. Priorytet: jak najkrócej w podróży.  Na karteluszku zapisałam sobie kiedy będziemy w tych miastach i kiedy z nich wyjeżdżamy + oznaczenie pociągu. Co by człowiek wiedział czy musi się spieszyć czy nie.

Godzina koło ósmej rano – podchodzmy do kasy w Toruniu Głównym  i mówimy, że chcemy do Zabrza dzisiaj. A pani  do mnie: a kiedy pociąg z Torunia jest w Warszawie? Podniosłam brew ale poszukałam mojego karteluszka i odpowiedziałam pani, kiedy pociąg ma być w Warszawie a potem kiedy następny pociąg jest w Katowicach. Następne pytanie do mnie: A jakie to pociągi? Pospieszne, InterCity? Moje oczy się zaokrągliły. Pytania się takiego nie spodziewałam. Pani do mnie: proszę się dowiedzieć w informacji. Spojrzeliśmy się na siebie z Marcinem po sobie no i podreptaliśmy do okienka “informacja’. Na szczęścia trochę czasu do odjazdu było. Chwilke poczekaliśmy i nasza kolej. Mówimy pani, że chcemy do Zabrza teraz i pytamy się jakie to rodzaje pociągów. A pani na to: wszystko jest w internecie. Znów się popatrzyłam na Marcina i już chcę się spytać czy  usłyszałam to co usłyszałam ale kątem oka zauważyłam monitor zwrócony w moją stronę. Wygląda na to, że mialam sama sobie spojrzeć jakie to rodzaje pociągów. Aha, ważna informacja – na toruńskim dworcu są dwa monitory – jeden dla pani i jeden dla petenta. Wyszukiwarka ta sama, która możemy znaleźć w internecie. Więc spojrzałam, zapamiętałam i spowrotem w kolejkę do kasy. Czas leci ale dalej wszystko odbyło się już bez problemu: miałam wszystkie informacje dla pani w kasie, podyktowałam i dostałam bilety.

Dalej na peron, do pociągu, do Warszawy, do Katowic, do Zabrza, do lekarza na 15.30.

Trzeba wrócić. U lekarza zabawiliśmy dłużej niż się spodziewałiśmy. Z karteluszka mojego wynikało, że do Katowic pociąg odchodzi o 17.30. Jest 17.23 jak wpadamy na dworzec. Do okienka kasowego i ja do pani, że chcę do Torunia teraz. No ale nie miałam wszystkich potrzebnych pani informacji do wypisania biletu… no więc galop do informacji. A pani do mnie, że jest pociąg ale dopiero o 21.30  (jakoś tak chyba było) z Katowic bezpośrednio do Torunia. A ja do niej, że z tego co pamiętam to jest teraz też, z przesiadką w Warszawie. Pani szuka. I mówi a po co, jak można taniej i bez przesiadek. A ja: a o której jest ten drugi pociąg w Toruniu? Pani się na mnie dziwnie spojrzła ale poszukała i powiedział (nie ma w Zabrzu monitora dla petetnta), że koło 5.00 nad ranem. Dodam, że to był czas, kiedy temperatury były ujemne, śnieg na zewnątrz. Dworzec w Zabrzu to najpiękniejszych nie należy. Katowicki również. Trzy godziny na dworcu, nie ogrzewanym.. hmmm. Wybiła 17.30 i rozpaczliwy bieg do kasy: chcemy jechać teraz do Katowic a później do Torunia przez Warszawę. Marcin mnie tryka i szepce natarczywiei: zamów do Warszawy. No to tak zrobiłam. To już  było do przyjęcie przez panią i wypisała bilety do Warszawy – widocznie często uczęszczana trasa, to nawet nie potrzebowała się pytać jakie to pociagi kursują. Bieg na peron ale już za późno. Miny ponure, bo zniknęłarównież  szansa na złapanie pociągu do Warszawy. Niedługo potem jedzie następny pociąg do Katowic i konduktor litościwie pozwolił nam wsiąść pomimo, że mieliśmy bilety na zwyczajny pociąg a to był InterCity. No ale z Zabrza do Katowic to jeden przystanek bodajże.

Katowice. Wielka hala. Po 18.00 i oczywiście po czasie odjazdu pociągu do Warszawy. Podreptaliśmy do informacji – bo trzeba dokładnie wszystko wiedzieć o nowej trasie oraz zmienić bilet ten do Warszawy. Byłam wściekła. Kolejka ponad dwadzieścia osób. Stoimy i stoimy. Patrzymy do Góry a tam Bydgoszcz i jakies godziny – aha, a jak byśmy tak do Bydgoszczy pojechali, spytać się można. W końcu nasza kolej. Pani dyktuje a ja pisze na swoim skrawku papieru co i jak. I na koniec się pytam: a do Bydgoszczy nie ma może jakiś pociągów wcześniej? A pani w informacji podparła palcami podbródek, podniosła brew i odpowiedziała z pobłażaniem: do Bydgoszczy, to jak do Torunia. Nastepny! No to my dalej w jedną z wielkich kolejek do kasy. Przed nami do młodej kobiety podchodzi mężczyzna i mówi: Matrix! Normalnie matrix! W inforcji nie wiedzą ile ten pociąg o 18.00 do Warszawy się spóźnił, czy jedzie czy jest na peronie albo czy juz odjechał. My na siebie z Marcinem i już zadawałam pytatnie mężczyźnie i w tym momencie z megafonu, że spóźniony pociąg do Warszawy wjeżdża na peron ten i ten. Bieg razem z parą przed nami. Zdąrzyliśmy! Tylko dzięki spóźnieniu pociągu ale zawsze. Ha, ha!

Ale, ale. Trzeba było jeszcze kupić bilet z Warszawy do Torunia. Jesteśmy na Warszawie Centralnej. Mamy około dwadzieścia minut. Szukamy rozkładówki. Nie ma tego pociągu, co my pamiętaliśmy z sieci! Miotamy się. W koncu Marcin jakoś się dowiedział co i jak. Do kasy. A tam jedna zamknięta, druga, trzecia, czwarta, piąta etc. Na jakies ksaie pisze coś w rodzaju, iz z powodu obniżenia prowizji przez koleje InterCity, pracownicy kas strajkują, bo z czegoś muszą żyć – czy jakoś w ten deseń. A ja ! A ja@#$ chciałam do domu! W końcu znaleźlismy dwie otwarte kasy – ino, że w nich nikt nie siedział… ale stanęłam, bo jaki wybór miałam… chrząknęłam głosno, szurnęłam torbą i po kilku minutach wyszła z zaplecza pani. Na szczęście wystarczyła informacja, że ja na pociąg do Torunia o tej i tej. Marszobieg na peron. O pierwszej w nocy juz w domu.

I ja zadam pytanie – czy nie ma opcji, żeby pani w kasie miała mozliwość spojrzenia w tą wyszukiwarkę połączeń? Informacja i tak by musiała być. A podróżnym zaoszczędziło by masą czasu i nerwów nie miotanie się między kasą a informacją. Ja wiem, że Polska to szczególny kraj, ale do @#$!% jest to możliwe w innych krajach.  A czas, który pani miała w informacji, mogłaby przeznaczyć na naukę języków. Bo z całym szacunkiem dla tych pań które spotkaam, ich obycie nie wskazuje na to, żeby jakikolwiek znały.

Opowiadając to Jarkowi, z którym wracaliśmy do Danii, ten odpowiedział: Absurd, Ale ciesz się, bo raz na jakiś czas mozna takie coś przeżyć. Taka absurdalna przygoda. Ciesz się, że nie musisz w tym na co dzień żyć.

A to nie jedny polski absurd. Prawda?

statystyka