Nieśmiała wiosna
I tak kwiecień powolutku się toczył… Przerzucona do Prime Cargo, przeżyłam mały szok. Ci ludzie połowę czasu zużywają na ploty, babulenie o niczym, chodzenie na kawę i do ubikacji itp… ha! Żyć nie umierać generalnie… I jeszcze nieco więcej kasy zostają. Zostały mi jeszcze dwa tygodnie, ale spytam się czy nie mogę się tam poszwendać nieco dłużej…
Byliśmy w Brørup – Janka miała urodziny, co oczywiście umknęło z głowy Marcinowi. Dobrze, że chociaż mieliśmy te wszystkie sole i olejki do kąpieli o które prosiła, żeby kupić… to chociaż z pustymi rękoma nie pojechaliśmy… sieroty. Budowa zbliża się ku końcowi, właściwie została wykończeniówka, a i ta już w połowie zrobiona. Niezapomnianym hasłem zostanie sentencja jednego z budowlańców: “To nie drożdżówka, k***a, ale dobra.“
Wybraliśmy się też do Vejle, miasta jakieś pół godziny autostradą od Kolding. Dostaliśmy ulotkę informującą, że w Vejle otwiera się nowy sklep Merlin (ze sprzętem elektronicznym, DVD, grami itp). Wypatrzyliśmy płaski monitor LG 21 calowy… taniocha jakich mało. Do tego chcieliśmy obejrzeć laptopy.
A więc niedziela rano zbiórka, by na 10.00 rano być w sklepie. Mapka wydrukowana. Dojechaliśmy na czas. I nas zgięło na miejscu. Owszem, otworzył się nowy Merlin – ale… w równie nowym centrum handlowym. Przyjechaliśmy na otwarcie centrum handlowego! Na ulotce Merlina nie było takowej informacji… Aaa! Ochrona i policja, tłum ludzi (w tym wózki inwalidzkie, dzieci w wózkach, na ręku, przy nodze itp…), orkiestra, balony, serpentyny… gdybyśmy wiedzieli, nosa byśmy nie wystawili tego dnia. Ale skoro wjechaliśmy już na parking… Wyszliśmy, znaleźliśmy Merlina w gąszczu sklepów – i znaleźliśmy baaaardzo długą kolejkę do tego sklepu. Jedna osoba wychodziła ze sklepu, to ochrona wpuszczała do środka jedną osobę. Westchnęliśmy ciężko. Oczywiście promocyjnych monitorów była określona ilość. Nie dawaliśmy sobie dużych szans, więc postanowiliśmy wydostać się z stamtąt i pospacerować przez centrum Vejle. Tak też zrobiliśmy, wypuszczeni przez ochronę odsuwaną barierką…
Przeszliśmy się dość sporym deptakiem w tą i z powrotem. Westchnęliśmy ponownie – trzeba wejść do centrum, bo dwu czy trzy-poziomowy parking znajduje się nad. Znowu minęliśmy Merlina. Wydawało nam się, że kolejka zmalała ale to było złudzenie… pan w barwach Merlina, z elegancką muszką zamiast krawata, chodził wzdłuż kolejki i informował, które promocje są już wykupione i nieaktualne. To nawet miłe i zaoszczędziło nam czasu. Przedarliśmy się do samochodu.
Za parę dni pojechaliśmy do sklepu w Kolding, i choć nie po takich promocjach, to i tak udało nam się kupić 22 calowego LG i kompa stacjonarnego po przyzwoitych cenach. Teraz stoją już dwa kompy – ha! Vista (60 dniowa) postała dokładnie trzy dni i zrozpaczeni szybko zainstalowaliśmy Ubuntu. Niestety nie wszystkie opcje na Ubuntu 64 są dostępne… taki flash player najnowszy czy obsługa połączeń video… no ale za to internet śmiga.
W ramach: “Gdzie tu można pójść na spacer w Kolding?” wybrałyśmy sie do przystani. Wycieczka 20-30 minut w jedna stronę. Może być
Bo ile można obchodzić i oglądać zamek 5 minut drogi od nas?



