Archive for the ‘praca’ Category

Marzec 2010

niedziela, Czerwiec 20th, 2010

Miesiąc pomiędzy ślubem a Wielkanocą zleciał szybciutko – a to wizyta u Adriana/Asi a to u Bartka/Moniki tudzież powrót do przeszłości i Age of Empire w wykonaniu Andrzeja/Fryca (i jak tu nie zaśpiewać: ‘idziemy na jagody, na jagody’).
Początkowo nie mieliśmy jechać do Polski ale stwierdziliśmy, że lepiej tak ‘na świeżo’, póki emocje nie opadły do końca; wziąć rodzinę i znajomych na jedzenie, opowiedzieć co i jak, zamiast czekać aż do lata.
W pracy wywieszenie podziękowania za prezenty i życzenia + ciasto. Mamy nadzieję, że zejdziemy w końcu z języków :P

Wakacje zaplanowane i będą one podobne do tych z zeszłego roku. Druga połowa lipca – Polska, przełom sierpnia/września – Hiszpania.

W końcu cieplej

niedziela, Kwiecień 5th, 2009

Naprawdę byłam już zmęczona widokiem niemal tych samych liczb na termometrze – około godziny 23.00 to zawsze 0-3° C. I tak ostatnie półtora miesiąca. Wczoraj w euforii poczucia cielplejszego prądu powietrza, ruszyłam do kurczącego się centrum (’starówki’). Kurczącego, bo sklepu albo znikają albo przenoszą sie do  oddalonego o parę kilometrów centrum handlowego Stor Center…  zostają albo pojawiają się optycy, oddziały banków i salony sieci telekomunikacyjnych. Wracając do tematu,  rzuciłam się w zakupowy szał fatałaszków, co by odreagować zimno :P Nie moja wina, że wszystko co wzięłam do przymierzalni, pasowało… nawet sukienka pozostawiona przez kogoś przede mną :O  Ładna była, to spróbowałam…

Wakacje – bilety zakupione, mieszkanie zarezerwowane. Lecimy do Walencji ^^ i tam będziemy się ‘wakacjować’ na przełomie sierpnia i września. Już zaczynam przybierać nóżkami.

EasyFood nabralo rozpędu – dostali kontrakt od grupy tutejszych supermarketów. Niemal na same rzeczy wymagające dodatkowych ludzi. Także Marcin od trzech tygodni chodzi noc w noc ze mną do pracy… prywatna ubezpieczalnia powinna go nazwać swym ulubionym bezrobotnym – skoro pracuje to ma kase i nie muszą nic wyplacać… też się cieszymy bo więcej kasy z zastępstw niż z ubezpieczalni mamy ^^. Gmina stwierdziła, że kasą nie rzuci za okres w którym Marcin nie pracował a jeszcze nie przysługiwała kasa z ubezpieczalni. Nie widzą podstaw.

Chyba dobrze idzie, temu mojemu zakładowi, bo nawet małą podwyżkę dostaliśmy, ciągle pojawiają się pisma pochwalne z ‘góry’ jak nam fajnie idzie. Szkoda tylko, ze te  kobiety z mojego zespołu wytwarzają lekko kwaśną atmosferę. To patrzenie czy ktoś nie robi jakiegoś błędu i ta duma z siebie, jak się coś znajdzie, jest irytująca. Nie mówię, ze to jakiś wielki problem ale czasami ma się nimi ochotę potrząsnąć.  Åse, jedna z mojej grupy (najbardziej kwaśna), startuje do wyborów na zakładowego szefa związków zawodowych. Zagłasowałam na nią, bo chociaż uważam, że jest za bardzo wybuchowa, łatwo się denerwuje to jest w sam raz na ewentualne kłócenie się z szefami  i walkę o prawa, dodatki itp. Wyszczekana  Åse będzie idealna. Dwie pozostałe są w mojej ocenie: jedna za lodowata a druga za milusia. W Danii przedstawiciele zwiazków zawodowych to zupełnia inna bajka niż w Polsce.  Pracują jak pozostali (chyba że jest coś do załatwienia), realnie mogą się postawić szefostwu, pensje dostają za prace swoją a nie za fuchę bycia związkowcem.

Zdałam na ostatni poziom duńskiego – piąty moduł. Trochę się zagapiłam i końcowy egzamin czeka mnie przed Bożym Narodzeniem a nie przed letnimi wakacjami. Przynajmniej więcej czasu na przygotowanie, bo od tego zależy czy będę mogła iść na dodatkowy rozszerzony kurs.

Zima 2009

sobota, Marzec 14th, 2009

Poprzednio zapomniałam napisać o jednym – jak byliśmy u Ani wymienić się spóźnionymi prezentami, spytała się nas, co chcemy na obiad. Chyba sama nie wierzyła, jak poprosiliśmy o szwedzkie danie z kiełbaski / svensk pølseret. To takie danie…  studenckie – mamy z Marcinem do niego słabość.

Marcin zrezygnował z pracy w Lidlu. Użeranie się z niemieckim kółkiem wzajemnej adoracji nie było tego warte. Marcin rozpoczął walkę o bezrobotne od gminy i z ubezpieczenia prywatnego.

Pogoda zaskoczyła. Nie spodziewałam się już śniegu, a jednak… tylko raz spróbowałam pojechać rowerem. Śnieg i jazda rowerem pod górkę to nie jest to, co Agnieszki lubią najbardziej.

Z Andzejem, Adrianem i Asią urządzamy sobie wieczorki filmowe. Mieliśmy serie mnie lub bardziej udane. Nie ułatwia sprawy fakt, że mamy wszyscy dość odmienne gusta w tej kwesti. Ale próbujemy :)

Została podjęta próba nauki w brydża. Potrzebujemy jedną osobę, tj Adrian, Marcin i ja. Asia stanowczo odmówiła a  Andrzej z grzeczności spróbował raz. Stwierdził, że w to grają emeryci i na to ma jeszcze czas.

Znów zawitała Ela do Andrzeja. Wydaje się, że już bardziej przekonana do przyjazdu tutaj. Andrzej szalał w pokera na internecie. Muszę przyznać, że dobrze mu szło. Chociaż zapiera się, że to samo zło. Ale nie przerwał partyjki nawet podczas obiadu :P

Zapisaliśmy się do spółdzielni, do której należy Andrzej. Za rok plus minus, chcemy zmienić mieszkanie. Wybraliśmy metraż i zostaliśmy zapisani do kolejki oczekujących.

Stwierdziliśmy, że trzeba przestać tylko gadać i podjąć w końcu jakieś kroki co do zmiany stanu cywilnego. Na razie mamy przetłumaczone akty urodzenia i zamówiliśmy obrączki miarowe, co byśmy wiedzieli jakie wielkie palce mamy :P na wypadek kupna na odległość :P   Do urzędu chcemy iść tutaj w Kolding. Wesele niet i basta.

A co do wyjazdu. Stwierdziliśmy, że może w tym w roku Hiszpania lub Portugalia. Niestety, w katalogach znalazłam tylko pokoje bez aneksów kuchennych. A dopóki Marcin się leczy, taka opcja nie wchodzi w grę. Do tego same wielkie kompleksy hotelowe, najmniej sto-ileś tam pokoi. Masakra. Aneksy kuchenne w większej ilości, oprócz Grecji, dają także w Chorwacji. I juz myślałam, że na tym stanie, ale Ania nam powiedziała, że ona chce do Hiszpanii. Pod koniec sierpnia, dzieje się w miejscowości zwanej Buñol ciekawa rzecz. A jak zamawia sie teraz bilety lotnicze, to za całkiem przyzwoite pieniądze można się tam dostać. A w hostelach jest dostęp do kącika kuchennego. Grunt to pomysł. :P To może pojedziemy razem?? – padło pytanie. Czemu nie :) Przy okazji wizyty Ania dowiedziała się, co to Allegro. I że dają tam tanie gitary Gibson Les Paul – marzenie Ani :)

Patrz –› Galeria

Przejdę płynnie do następnej kwesti – kurs korona duńska/polski złoty w końcu dla nas bardzo korzystny. Nawet bardzo korzystny. I się utrzymuje powyżej 60 zł za 100 kr od przynajmniej miesiąca. Rok temu to było około 42-45 zł za 100 kr…

Niestety zwolnienia zataczają coraz dalsze kręgi. Janka zwolniona, co dość drastycznie zmiania ich sytuację. Swingers Klub nie rozwinął zamierzonego zamachu. W sumie oboje z Marcinem myśleliśmy, że siedzą w tym temacie z Per’em nieco głębiej, ale okazało się, że dość powierzchownie. Janka chce otworzyć coś innego. Plany rozpoczęte i realizowane w przyspieszonym tempie.

Nadal oglądamy StarGate. Pojawili się Tok’ra i syn Ra, Heru’ur, Apofis ma syna… Serial się rozkręca. Intrygi, intrygi…

Jesień 2008

poniedziałek, Grudzień 8th, 2008

Listopad jak z bicza trzasnął… już po nim…
Ostatnie dwudzieste któreś urodziny – nieco to smutne. Jakoś tak refleksyjnie :P

Pograliśmy troszkę w pokera – chociaż ja z Marcinem chętnie w coś na zmianę jeszcze byśmy pograli. Próbowałam dokoptować jeszcze niejakiego Łukasza ale się rozeszło. Do tego się nieco rozwaliło, bo trochę trudno nam się zebrać: Michał w weekendy pracuje a wolne ma w poniedziałki i wtorki, ja w poniedziałki popołudniu do szkoły a Andrzej we wtorki na popołudniu. I lipa.

Z pracy zostałam wysłana na kurs higieny żywności. Trwał cały tydzień i kończył się pisemnym egzaminem. Po duńsku. Dobrze, że pytania nie były skomplikowane, to nawet je zrozumiałam i zdałam test :P

Fantacia – naszym zdaniem może się to udać, ale pytanie brzmi czy dadzą radę Janka z Per’em przetrzymać do czasu, kiedy to nabierze rozmachu. A czas tyka na ich niekorzyść… i rachunki przychodzą cały czas.

Nadszedł czas Julefrokost – czyli świątecznych wieczorków. EasyFood nie zaszalało – jedzenie tak by dla każdego starczyło, czyli dwa szwedzkie stoły + deser. Bez osoby towarzyszącej. W porównaniu do PrimeCargo/SteamLine to chudo, chudo… do tego liczyłam na jakiś skandaliki – rok temu Julefrokost zaowocowało trzema rozwodami a tu tak skromnie, nic :P

Dom ozdobiony świątecznymi pierdółkami :P Większość prezentów kupiona. Tylko nie mogę się zebrać i kartek do Polski wysłać. Ale dam radę. Kiedyś dam. Jeszcze mam niecałe dwa tygodnie :)

Patrz –> Galeria

Mamy zamiar wyjechać najlepiej 19 grudnia – ale czy nam to się uda to inna sprawa… Andrzej, z którym mieliśmy jechać, przydeptuje nóżkami i najchętniej by jechał już 18-go tj w czwartek. Ale ja mam jeszcze jedna nockę… gdybym wzięła wolne, to raz tracę kasę za te godziny a dwa – bonusy za bycie zawsze w pracy. A Marcin ciągle poszukujący, więc każda korona jest nam potrzebna.

Nasze wolne przemyślenia – kapitalizm zabrnął w ślepy zaułek. Dobrze spełnił swoją rolę ale trzeba by coś nowego. Tylko jaką mamy alternatywę? Socjalizm się nie przyjął. Zbyt idealistyczny w założeniach a ludzie ideałami nie są. Czy ma szansę powstać system, który by promował pozytywne cechy u ludzi? Kapitalizm promuje samolubstwo, często dochodzenia do celu ‘po trupach’. Nie dba o innych, żąda ale rzadko daje innym. Tylko za pieniądze. Kapitalizm będzie dążył do koncentracji pieniądza. Czy ludzkość dojdzie kiedyś do momentu, że będzie coś robić, bo opłaci się np w przyszłości nową technologią, wiedzą, ogólnym postępem a nie dlatego, że coś przyniesie zysk? Czy człowiek naprawdę potrzebuje pieniądza jako siły napędowej? Nie może coś tak po prostu zrobić dla drugiego człowieka? Dla ogółu?

Październik

sobota, Listopad 8th, 2008

Poczucia nabicia w butelkę część dalsza – moja zmiana po świętach zostanie zupełnie zlikwidowana. Pracowników nie zwalniają – chcą nas wmieszać w pozostałą część załogi i uruchomić linię nr 2 na nockach. Oficjalny powód – trudno znaleźć pracowników na popołudniową zmianę. Nieoficjalny – wydajność na linii nr 2 jest mniejsza o 30 do 50 % od zmiany dziennej :P   W sumie to widziałam parę akcji mojej zmiany i wierzę, że o tyle jest mniejsza. Niech świadczy chociażby o tym fakt, że chociażby się waliło i paliło, koleżanki ( i ja siłą rzeczy) dokładnie o czasie zaplanowanym na zakończenie pracy wychodzą. Nieważne na jakim etapie jest praca.

Z pracą powiązana jest szkoła. Godziny pracy ulegają ciągłym przesuwaniom – niestety raczej tendencja jest ku późniejszemu przychodzeniu. Oznacza to, że jeśli wracam z popołudniówki, to mam mniej czasu na spanie  (szkoła zaczyna się o 8.10) a jak na nocki, często szkoła zaczyna się już, jak jestem jeszcze w pracy. Dlatego postanowiłam się przenieść z powrotem na popołudniu do szkoły… te parę popołudniówek w pracy jakoś będą musieli przeżyć – i tak po świętach problem sam się rozwiążę.

Niestety zła wiadomość – Marcina zwolnili z pracy… nie ma zamówień. Narobili na zapas wózków a w międzyczasie nic się nie ruszyło… No cóż, okres przedświąteczny nie jest najlepszym czasem na szukanie pracy + nazwijmy to po imieniu, nadchodząca recesja i nie najlepsze nastroje na rynkach finansowych..

A co do krachu – spodziewaliśmy się, że ceny nieruchomości w końcu spadną. Wiązaliśmy to jednak z recesją, która przecież w końcu musiała nadejść. A tu niespodzianka – do tego krach finansowy. Chciwość, chciwość i pęd za pieniądzem niejednego już zgubiły… teraz  czytam: ‘fatalne dane z xxx. A to jeszcze nie koniec’, ‘giełda w górę, bo niskie ceny motywują do zakupów’, ’sytuacja bez precedensu – fundusze rynku pieniężnego na minusie, giełda ileś tam w dół – panika, giełda ileś tam w górę – odbicie od dna, hurra i bla bla… Cóż, opieranie się na współczynnikach i prognozach można sobie teraz gdzieś wsadzić…

Ilona od początku października mieszka już pod Flensburgiem. Dojazd do pracy to ponad godzina w jedną stronę – chyba będzie szukać czegoś bliżej granicy.

Michał zaś powoli się urządza w miejscowości zwanej Christianfeld. Wynajmuje mieszkanie i ma niedaleko do pracy – do hotelu.

Do Andrzeja (poznany przez szkołę językową) przyjechała Ela w odwiedziny. Zaprowadziłam ją do SteamLine – ewentualnego miejsca do zaczepienia się na pierwszą pracę. Chyba się spodobało :)   Mam nadzieję, że w końcu będzie im dane zamieszkać razem… Za to Wayne i Tanja się rozstali i on wrócił do Anglii. Szkoda. Ale widać było zgrzyty między nimi od początku jak ich poznałam.

statystyka