Archive for the ‘Niemcy’ Category

Lato 2009

niedziela, Wrzesień 13th, 2009

Czerwiec – lipiec to czas dalszych wycieczek:

Flensburg / Flensborg – to niemieckie miasto przy granicy z Danią i nad Zatoką Flensburską. Ma około 9o ooo mieszkańców i jest trzecim co do wielkości miastem w Szlezwiku-Holsztynie. Centrum handlu przygranicznego – Duńczycy przyjeżdżają tu głównie po alkohol (czasem nawet duński jest tu tańszy O_o ) i słodycze. Mieszka tu zresztą sporo północnych sąsiadów a w mieście znajdują się duńskie biblioteki, teatr, kościoły i szkoły. Około 1/5 ludności postrzega siebie jako bardziej duńskich niż niemieckich. We Flensburgu znajduje się też uniwersytet i politechnika (niemieckie); w dzielnicy Mørvig / Mürwik szkolą się marynarze; jest klub piłki ręcznej SG Flensburg-Handewitt; z stąd wywodzi się piwo Flensburger Pilsener, zwane też “Flens”; wita się tu pozdrowieniem ‘Moin’, które to można usłyszeć w przygranicznej Danii (aż do Kolding). W tym roku miasto obchodziło 725-lecie nadania praw miejskich. Z ciekawostek – istnieje coś takiego jak petuh – mieszanina niemieckiego i duńskiego. Co do pochodzenia nazwy – nie ma pewności: może pochodzić od imienia rycerza Fleno lub Flensau; albo od nazwy potoku, zwanego dawno temu jako Flensa czy Flensbæk – nie wiadomo… (źródło Wikipedia).

Patrz –> Galeria

To urocze miasto, da się odczuć portowe klimaty – ma ładny, szeroki, odnowiony deptak z ślicznymi fasadami, mnóstwem butików, kafejek, barów (gdzie zjadłam przepyszne mielone zapiekane w bakłażanie – palce lizać ^^ ). Trzeba uważać na podwórka, bo i tam mogę się mieścić małe restauracje. Jeden kościół ( i chyba będzie kościół św. Marii / Die Marienkirche / Sankt-Marien-Kirche / Vor Frue Kirke) bardzo przypomina ewangelicki w Toruniu przy Wałach Gen. Sikorskiego. Wycieczka na cały dzień.

sola gratia, solus Christus, sola scriptura:

Christiansfeld – miasteczko w okręgu / województwa Kolding, liczące około 3 ooo ludności. Założone przez Braci Morawskich w 1773 r. i nazwane po Christianie Renatusie von Zinzendorf – synie patrona Morawian, Nicolasie Ludwigu, hrabim von inzendorf. Większość Christiansfeld została zbudowana w latach 1773-1800 wg ściśle wyznaczonego planu. Aby zachęcić do budowy, król obiecał 10-letnią przerwę w podatkach oraz zwrot 10% kosztów budowy każdego nowego domu. Dzisiaj miasto przyciąga turystów Kościołem Braci Morawskich oraz ich cmentarzem. I o nim parę słów: wchodząc przez bramę, widzimy aleję: po jej prawej stronie leżą kobiety, po lewej mężczyźni. Wszystkie jednakowej wielkości nagrobki leżą w równych rzędach. Te najstarsze są już trudne do rozczytania, niektóre się rozpadły. Ale zaskakująco, można na końcach szeregów znaleźć nagrobki z datami teraźniejszymi… Wracając do miasta – cała najstarsza część została zbudowana z jednakowej piaskowożółtej cegły. Wszystkie budynki są proste, bez zbędnych ozdób – czy to pomniejsze czy większe. Uroczym miejscem jest plac z charakterystycznę fontanną.  W Christainsfeld znajduje się również hotel Brødemenighedens, który pochwalić się może obecnością w swych progach władców duńskich już od roku 1804 :) Miasto znane z wyrobu pierników – miodowego ciasta ^^ Niestety oryginalna firma/fabryka została zamknieta…    Wycieczka na popołudnie.

Ribe – najstarsze miasto duńskie. Ma trochę ponad 8 ooo mieszkańców i leży niedaleko Morza Północnego w południowej części Danii. Znajduje się niedaleko bagien i w swojej historii miasto wielokrotnie było zalewane. Rzeczka Ribe wije się przez miasto, bagna i ma swe ujście w Kammerslusen. Zbudowane w pierwszej dekadzie VIII w. a pierwsza wzmianka o mieście to rok 854. To właśnie w tym mieście biskup Ansgar z Hamburga-Bremen, niosąc misję krzewienia chrześcijaństwa na północ, upatrywał pierwszy kościół w Skandynawii. W roku 860 posłał stosowną prośbę do króla duńskiego i tak stanął drewniany kościółek.

Właściwa katedra (Kościół Naszej Pani) zaczęła być budowana od roku 1130; ma pięć naw; część kamieni użyta w budowie została przywieziona aż znad Renu; całość odnowiona w 1900 r. O ile na zewnątrz budowla wygląda staro, to wg mnie,w wewnątrz niestety nie czuć, że to tak stara budowla. Katedra zaczęta była w stylu romańskim ale po zawaleniu się jednej z wież, ta została odbudowana w stylu gotyckim, z cegły. To z niej można teraz oglądać widoki. Większość ścian wewnątrz jest pomalowana na biało, co sprawia wrażenie nowości albo odmalowaniu po pożarze… uchowały się nieliczne freski z lat 1300 – tak stare są świeczniki pięcioramienne, chrzcielnica i krzesła po obu stronach ołtarza. Doczytałam, żę w okresie renesansu i baroku, kiedy dodawano nowe meble i zdobienia, stare po prostu zaczęły się rozkładać – zwłaszcza po wojnach ze Szwecją w XVII w., kiedy zubożało miasto i okolice. W katedrze licznie występują płyty pamiątkowo-nagrobne. Dość kontrowersyjna jest moim zdaniem absyda – nie mówię, że brzydka, bo ciekawe to jest. Ale nie wiem czy malowidła i witraże wyglądające jak zrobione po wypiciu flaszki absyntu i nadające się jako ilustracje do Lovecrafta, to był dobry pomysł na katedrę w najstarszym mieście Danii…

Ribe zachowało swój stary charakter, co ściąga tłumy turystów każdego roku. Centrum można obejść piechotą ale można się zmęczyć, bo troszkę jest do zobaczenia. Oprócz katedry (którą w końcu obejrzałam od środka ^^ ) to kościół i klasztor Św. Katarzyny (niestety też strasznie biały w środku, nie to co pomroczny toruński gotyk ^^; ale ma za to uroczy dziedziniec klasztorny), cztery muzea, ruiny zamku Riberhus, wiele uroczych uliczek (około 110 domów to zabytki) a każdego wieczora od 1 maja do 15 września chodzi pan przez starówkę i śpiewa, co jest oznaką, że czas do łózka ^^. Można zanocować w hotelu Den Gamle Arrest (Stary Areszt), w którym to pokojowe hotelowe to dawne cele… + wiele kafejek, barów i restauracji – wycieczka na cały dzień, którą z chęcią się powtórzy. Większość zabytków w Ribe pochodzi z okresu średniowiecza a najnowsze z renesansu. Jest to wynikiem tego, że port w Ribe zamulił się i co za tym idzie, miasto straciło na znaczeniu, straciło też pieniądze. Mieszkańcy nie mieli więc środków na przebudowy. Tu więc jest tu najstarszy duński ratusz oraz karczma.

+ koncert Depeche Mode w Kopenhadze. Pierwszy raz widziałam tak rozbawionych Dunów… Co prawda z naszego odległego miejsca Depeche mieli może parę milimetrów ale jedno muszę powiedzieć – potrafili porwać te niemal 4o ooo ludzi… coś niezapomnianego i niesamowitego. Miła kontrola, sprawne wejście. Co innego powrót. Nie nienawidzę podróżować do/z Zelandii w nocnych godzinach. Nie cierpię!

+ Geografisk Have – Janka w ramach reklamy prowadzi warsztaty w Ogrodzie. Np warsztaty z robienia dekoracji z tego co mamy w ogrodzie :)

Patrz –> Galeria

Fischmarkt

niedziela, Czerwiec 29th, 2008

Pogoda się nieco zepsuła – częste deszcze, choć słońce próbuje się przebić.

W pracy – sezon się chyba już zaczyna, a to za sprawą firmy Sand, która zażyczyła sobie zmienić nalepki na 24 tysiącach sztukach bielizny… jedyna różnica na nalepkach to delikatna zmiana nazwy np z traditional brief na traditional. Na moje, faceci raczej nie przyglądają się nalepkom dlużej niż pare sekund i raczej po to, by spojrzeć na rozmiar a nie analizować nazwę – ale nasz klient, nasz pan :P Na poczet nowego sezonu zakupiłam sobie nowe butki z amortyzacją – a Stadium moim nowym ulubionym sklepem :P nie dość, że promocja to jeszcze dostało mi się zegarek. Całkiem zgrabny i się przyda, bo myślałam nawet o zakupie. Lubię takie zbiegi okoliczności.

Wykończeniówka domu w Brørup się nieco ciągnie. Po części brak czasu, po części kasa – no i ten metraż… a rachunki nadchodzą… utrzymanie tego domu to naprawdę tysiące… zapadł pomysł, jak dom może zarabiać – klub dla swingers’ów :D temat może rozwinę, jak przyjedziemy z wakacji.

A właśnie wakacje – jeszcze tydzień – i ruszamy w drogę. Najpierw Polska: odwiedziny, badania, parę spraw do załatwienia i po tygodniu w kraju ojczystym ruszamy do Poznania na samolot. Do Grecji, na półwysep Chalkidiki “przypominający wielki trójząb boga mórz Neptuna” :D   już powoli zaczynam odliczać… Marcin ma ambitny plan rzucenia palenia – plasterki, gumy do żucia + ciepło + zwiedzanie – ta kombinacja ma pomóc. Zobaczymy jak to będzie w praktyce. Chcemy zobaczyć koniecznie Ateny i Meteory :)

Z Janką byliśmy w Hamburgu na Fischmarkt. Zwlekliśmy się o 3.30 z łóżka, godzina później w samochodzie i około 7.oo byliśmy na miejscu. Rynek odbywa się w kążdą niedzielę. Otwarty od 5.oo w lato i od 7.oo w zimę, trwa do 10.oo. Owoce, wrzywa, ryby, mięso, kwiaty, biżuteria, ciuchy, pamiątki itp… ciągnie się ciągnie wzdłuż portowego nadbrzeża. Im bliżej do 10.oo, tym ceny niższe. Gdzieś w połowie ciągu straganów stoi spory budynek, gdzie można przysiąść, zjeść, wypić, gdzie gra jakiś zespół i gdzie można potańczyć. Pączki są o wiele lepsze w Polsce (w Danii w ogóle nie ma).

Wsiedliśmy jeszcze na łódeczkę i przez jakieś 1,5 h oglądaliśmy dawną magazynową dzielnicę oraz port. Port w Hamburgu to bodajże drugi co do wielkości port w Europie  i jeden z ważniejszych naświecie. Pan ze statku rzucała tonażami i możliwościami przeładunkowymi poszczególnych mijanych statków, ale obawiam się, że musiałabym odświerzyć mój niemiecki :P to znaczy nauczyć się go od nowa, haha ha ha.

Na koniec byliśmy jeszcze w dzielnicy Reeperbahn i St. Pauli – taki bieg przez główną ulicę… Niestety bateria padła mi już wtedy – a bardzo żałuje, bo to malownicza i specyficzna część miasta była :D   Przy okazji wpadliśmy na… Robina od Żabci. Wracał od kolegi do rodziców. Chyba był rówie zaskoczony co my  tym spotkaniem :) Akurat znaleźliśmy się o tym samym czasie i w tym samym miejscu – w kilku milionowym mieście w Niemczech :)

 Patrz Galeria –>

Pflanzenmarkt

wtorek, Maj 13th, 2008

Już od jakiegoś czasu Janka wspominała o zbliżającym się targu ogrodniczym w Niemczech. Była w poprzednim roku i bardzo sobie zachwalała. Przygoda / wyprawa -> dwa razy nam nie powtarzać. Zebrałyśmy się i nie zmuszone wstałyśmy o 5 rano, by być na 6.00 u Helgi i Hansa. W Hamburgu byliśmy chwilkę przed wpół do dziesiątą.

Całość mieściła się na terenie muzeum / skansenu Kiekeberg (Freilichtmuseum am Kiekeberg The Kiekeberg Open Air Museum), poświęconemu głównie XIX życiu wiejskiemu z północnych rejonów okolic Pustaci Luneburskiej (Lüneburger Heide / Low Saxon Lüünborger Heid /  the Lunenburg Heath - dolna Saksonia, pomiędzy miastami Hamburg, Brema i Hanower -> wg Wikipedii). Założone w 1953 roku, do obejrzenia jest tam 30 różnych budynków na 120 tysiącach metrów kwadratowych.  Nie to, żeby to było nie wiadomo co, ale miłe do popatrzenia :) zwłaszcza, że ani ja, ani Ilona wielkimi znawcami kwiatów nie jesteśmy, toteż pomiędzy przypatrywaniu się kwiatkom zachodziłyśmy do chatynek.

Wbrew przewidywaniom wszystkim, nie rozpogodziło się, więc już po jakiejś godzinie miałyśmy nieźle zmarznięte stópki – bo oczywiście pojechałyśmy w trampach, bo w Danii w miarę ciepło wtedy było.  Na szczęście w jednym z budynków mieściły się dwie wystawy: jedna z nich była szybkim przeglądem historii od czasów prehistotycznych do współczesnych; druga koncetrowała się na latach 50- i 60-tych. Pierwsza była typową gablotową wystawą, druga już bardziej interaktywną – można było wejść do zrekonstruowanego zakładu fryzjerskiego czy też częściowo na posterunek policji idt. Przyjemnie bardzo. I ciepło…

Po wyjściu zdecydowałyśmy się na małe zakupy – no przecież nie mogłyśmy być na targu ogrodniczym i wrócić bez kwiatka :P

A co samego targu – oprócz kwiatów i drzewek można także było zakupić rzeczy z wikliny, metalu, drewna, szkła – wszystko co mogło ozdobić ogród.

Patrz Galeria

statystyka