Archive for the ‘Książki komiksy filmy’ Category

Trochę o książkach

czwartek, Maj 21st, 2009

“Zawsze wiedział, że jest inny. Na przykład bardziej posiniaczony. Aż raz stanął przed nim ojciec (a sięgał mu do pasa) i powiedział, że Marchewa naprawdę nie jest – jak zawsze wierzył – krasnoludem.
To straszne, w wieku prawie szesnastu lat odkryć, że należy się do niewłaściwego gatunku.
- Nie chcieliśmy ci wcześniej mówić, synu – rzekł ojciec. – Mieliśmy nadzieję, że z tego wyrośniesz.
- Z czego wyrosnę? – zdziwił się Marchewa.
- Z rośnięcia.”

“- Jesteście krasnoludami! – powiedział. – Krasnoludy nie powinny sę tak zachowywać! Popatrzcie na siebie! Jak wam nie wstyd!
Setka twardych szczęk opadła zgodnie.
_ Tylko popatrzcie. – Marchewa pokręcił głową. – Wyobraźcie sobie wasze biedne, siwobrode matki, pracujące ciężko w wąskich tunelach, jak się zastanawiają, co ich synowie porabiają dziś wieczorem? Wyobraźcie sobie, co by pomyślały, gdyby was teraz zobaczyły. Wasze ukochane matki, które pierwsze was uczyły, jak trzymać kilof…”

“- Szukam… – oznajmiła postać z rozmarzeniem – słowa. Mam na końcu języka.
- Pypeć? – podpowiedział Gardło.
I natychmaist odzyskał handlowe zmysły.
- Po takich przeżyciach – dodał, podsuwając postaci tacę z taką ilością zutylizowanych szczątków organicznych, że była już prawie świadoma – przyda się panu gorący pasztecik…
- Nienienie… To nie pypeć. Takie coś, co się mówi, kiedy człowiekcoś odkryje. Biegnie się po ulicy i krzyczy… – gorączkowo tłumaczyła osmalona postać. – Takie specjalne słowo… – dodała, marszcząc czoło pod warstwą sadzy.
Tłumek niechętnie pogodził się z faktem, że więcej wybuchów nie będzie; teraz otoczył osmalonego alchemika. Widowisko mogło się okazać równie zajmujące.
- Tak, zgadza się – oświadczył starszy mężczyzna, nabijając fajkę. – Krzyczy się “Pożar! Pożar”. – Był wyraźnie dumny z siebie.”

“Któryś z krasnoludów niepewnie podniósł ręke.
- Mozna?
- Słucham?
- Dlaczego właściwie ruchome obrazki pana Dibblera zawsze mają w tle świat ogarnięty szaleństwem?
Soll zmrużył oczy.
- Ponieważ pan Dibbler – warknął – jest człowiekeim bardzo spostrzegawczym.”

Kolejne dwa ‘pratchett’y’ za mną – Straż! Straż! i Ruchome Obrazki. Pierwsza pozycja zdecydowanie zabawniejsza, druga umiarkowanie ale do przyjęcia ^^. Marcin mówi, że wg niego Piramidy były najzabawniejsze ale ja bym podyskutowała czy czasem Straż!Straż! :) W Strazy! poznajemy Marchewę, chłopca z gatunku >ludzie< wychowanego przez krasnoludy. Przybrani rodzice, po tym jak syn zaczyna zdradzać zainteresowanie płcią przeciwną, wysyłają swoję pociechę między ’swoich’. Konkretnie do Ankh-Morpork. W Ruchomych Obrazkach zaś, alchemicy odkrywają oktocelulozę a co za tym idzie – nową formę rozrywki. W świętym Gaju, zwanym też Holly Wood, wyrasta miasto jakiego jeszcze Świat Dysku nie widział…

“Nik przedstawił Scarlett swym innym przyjaciołom. Fakt, że ich nie widziała, nie miał znaczenia. Rodzice powiedzieli jej już stanowczo, Ze Nik to wymyślony chłopiec i że nie ma w tym nic złego – przez kilka dni matka upierała się nawet, by podczas kolacji przygotować dla niego dodatkowe nakrycie – toteż zupełnie jej nie zdziwiło, że Nik również ma wymyślonych przyjaciół. Powtarzał jej ich komentarze.
- Bartelmy mówi, że liczko masz rumiane jakoby świeża śliwka – rzekł.
-Naprawdę? A czemu mówi tak śmiesznie? I chyba raczej pomidor.”

Księga cmentarna Neil’a Gaiman’a – łatwa i przyjemna – o chłopcu wychowanym na cmentarzu ^^ łezka szczęścia. Jęsli ktoś lubił Nightmare before Christmas i Gnijącą Pannę Młodą – to powinien to przeczytać i już ^^ ten specyficzny nastrój. Mimowolnie, w umyśle mym słyszałam melodie rodem z Edwarda Nożycorękiego czy wspomnianych wyżej filmów.

Diuna – Dzihad Butleriański Brian’a Herberta i Kevin’a Andersona. Cegłówka w przenośni i rzeczywistości.  Po 1/4 przestał mnie w końcu denerwować kwiecisty styl pisania i skupiłam się na treści. Kwiecisty styl czyli:

“Salusa Secundus zawieszony był w pustkowiach kosmosu niczym wysadzany drogocennymi kamieniami klejnot. Była to oaza zasobów mineralnych i żyznych pól spokojna i miła dla sensorów optycznych.”

“Nie mógł jednak się rozczulać nad sobą, kiedy wielu innych straciło dużo więcej. Po napaści cymeków zdołano utrzymać go przy życiu tylko dzięki heroicznym wysiłkom saluskiego zespołu medycznego. W szpitalu odwiedziła go Serena Butler ale pamiętał ją jak przez mgłę, będącą skutkiem bólu oraz działania leków i systemów podtrzymujących czynności życiowe. Podczas niezwykłego zabiegu przeszczepiono Xavierowi oba płuca a zdrowych narządów dostarczył tajemniczy Tlulaxanin. Wiedział że Serena energicznie współpracowała ze świetnymi chirurgami wojskowymi i tlulaxańskim handlarzem narządów Tukiem Keedairem, by zrobiono wszystko co niezbędne.”

Co w stylu pisania zgrzytało i miemal przeszkadzało czytać. Wszyscy niamal pochodzili z arystokratycznych rodów, byli piękni szlachetni itp… no ile można. Cały czas czekałam na wybuch powstania a jak w końcu się doczekałam (w dalekiej części książki) to jakoś tak… spłynął po mnie. Tylko dla miłośników/sympatyków sagi Diuny. I zdecydowanie nie można od tego zaczynać czytania całego cyklu.

I na koniec Zasady Walki Elizabeth Moon.  Gatunek – sf. Druga książka z cyklu ale znajomość pierwszej nie jest niezbędna. Niestety znowu denerwujący styl pisania + kwadratowe dialogi. Główna bohaterka to dziedziczka klanu opiekająca się planetą Altiplano – Oblubienicy Ziemi. Jej ukochany pochodzi ze znanego rodu wojskowych Serrano (babka admirał ciotka też na stanowisku  itp). Trzecia głowna osoba to córka Pierwszego Mówcy Wielkiej Rady najpotężniejszego człowieka w Familiach Regnant… a że przeczytałam to zaraz po Dżihadzie to wysko urodzonych miałam po uszy… Ciekawy koncept planety czy raczej jej regionu,  gdziej panuje fanatyzm i terror religijny.  Dlatego przebrnęłam przez książkę :)

Wiosenne myśli

niedziela, Marzec 22nd, 2009

Jak widać – zmiana wyglądu bloga. Ciemne bonzai widniało rok, czas na zmianę. Wiosna kalendarzowa się zaczęła. Troszkę może teraz galeria nie pasuje, bo zdjęcia obrabiałam pod czarne tło, ale co tam. Zmiana to zmiana. Czas na zielonkawy papier.

Człowiek przeprowadzając się do innego kraju myśli, że pewne rzeczy mu się już nie zdarzą. Dajmy przykład taki – chcą mnie odwiedzić świadkowie Jechowy a ja odpowiadam krzywo po duńsku, że moja znajomość języka nie pozwala mi na toczenie dysput teologicznych. No bo nie pozwola, to nie kłamstwo. Tak sobie myślę, że tak bym powiedziała. Człowiek myśli, że jest spryciuszkiem. Błąd. Nie przewidziłam, że może przyjść świadek Jehowy, który jest Polakiem i mieszka w Danii. To właśnie się nam zdarzyło. Pani nawet miała gazetkę i książeczkę po polsku: Jak powstało życie? Przez ewolucję czy stwarzanie? Człowiek nie zna dnia i godziny… Nie doczytałam książeczki do końca, bo jej tendencyjność i bijąca jednostronność mnie odrzuciła ostatecznie po około 50 stronach.  Przedstawione zostają same wypowiedzi ‘za’ tytułowym stwarzaniem, żadnej ale to żadnej wypowiedzi krytycznej. I tym książka u mnie przegrała.
Dziełko twórców anonimowych usiłuje dowieść, że ewolucja jest niedorzeczna i matematycznie niemożliwa, by się dokonała. Co innego stwarzanie – wszystko przecież wskazuje, że za wszystkim stoi ‘Wielki Kreator’ a człowiek istnieje na Ziemii około 6 000 lat. Zawsze rozbawia mnie fakt, jak niektórzy nie dopuszczają do siebie myśli, iż  dalecy przodkowie człowieka inteligencją równali się z dzisiejszymi małpami. O wyglądzie nie wspomnę, bo ponętny to widok nie był, chociażby taki homo erectus. Chociaż – jak by się dobrze rozejrzeć, niektórzy na tym poziomie zostali :D Jakby niektórym urągało to ich godności i tak pomocna zdaje się być teoria kreacjonizmu – człowiek został stworzony, od razu zaistniał w postaci ‘doskonałej’. Odcina się przez to od zwierząt. Człowiek jest przecież taki wyjątkowy. Cudeńko normalnie, mucha nie siada. Ha, ha.

‘Do tej pory żyją szympanse, goryle i orangutany, a nie ma żadnych ” małpoludów’ (małpy człekoształtne, małpopodobni przodkowie – z wyjaśnienia wcześniej i tu się rodzą nieporozumienia chyba). Czyżby wyginęły  wszystkie młodsze i podobno bardziej rozwinięte ‘ogniwa pośrednie’ między stworzeniami podobnymi do małp a człowiekiem współczesnym, a pozostawiając niższe w rozwoju małpy człekokształtne?”

No i ściana, bo :
* 1) wg kreacjonizmu – skoro nie ma żyjących ‘ogniw’ to znaczy, że one nie istniały…
* 2) przecież nie od małp człowiek pochodzi a małpy nie pochodzą od ‘małpoludów’.
I to powtarzanie słowa ‘małpoludy’ jako próba dyskredytacji… a nie ładnie tak mówić o przodkach, nie ładnie :P
I z jaką maniakalnością w tej książęczce, obstawia się o niemożliwości matematycznej ewolucjonizmu. Tylko kto mówi o jakiejś losowości? Mnie nigdy ewolucja nie kojarzyła się z przypadkowością…  Przyroda ma swoje prawa i one nie są bynajmniej losowe. I do tego odnoszę wrażenie, że autorzy usiłują wcisnąć czytelnikowi, iż skoro nie możemy dostrzec ewelucji wokół siebie to ona nie istnieje. Jakby ewolucja przebiegała w ciągu paru lat czy pokolenia. Ale w ‘Wielkiego Kreatora’ mam uwierzyć, bo skoro nie można czegoś wytłumaczyć, to logiczne, że zostało stworzone. Bardzo wygodne twierdzenie.Tylko że ja osobiście uważam, że nauka dopiero postawiła pierwsze kroki i wiele rzeczy jest jeszcze do wyjaśnienia. Cierpliwości. Np skamieliny bada się może jakieś 150 lat i wiele jeszcze do odkrycia zostało.
Mam wrażenie, iż kreacjonizm opiera się tylko na krytyce ewolucjonizmu. A jakie dowody ma kreacjonizm? Taki, że wielu rzeczy nie można wyjaśnić? Oznaczałoby to, że skoro kiedyś nie było mikroskopów i nie widziano bakterii czy wirusów to one nie istniały? Tak by wskazywała logika stwarzania. Tak, ludzie nauki popełniają błędy, zdarzaja się mistyfikacje. Ale wysłuchuje lub czytam jako kontrę to, że dowodem na to, że ludzie powstali jest  to, że najstarsze szczątki słowa pisanego wynoszą 6 000 lat. Wniosek – analfabeci to nie ludzie :P. Skoro jakaś kultura nie umiała pisać, to oznacza, że nie isniała?  To w sumie mamy sporą szansę nie isnieć za parę tysięcy lat. Wystarczy, że dyski padną, papier do najtrwalszych nie należy. O pozostałościach się powie, że właściwie to tak dobrze nie wiadomo do czego służyły – dyski mogą zostać uznane za byliżej nieokreślone zabawki czy gadżety a książki za nadrukowany papier toaletowy, bo niemożliwe, by takie bzury tam wydrukowane ktoś traktował poważnie :P
I  jak mamy jako rasa iść do przodu? Kiedy ludzie stukną się w te puste łby? Tak naprawdę to daleko od lepianek i jaskiń nie odeszliśmy. A przeraszam. Pojawiliśmy się zapewne od razu w domach, krowa ryczała stojąc w zagrodzie, pies machał ogonem znająć od razu swoje miejsce. Przy nodze jakże doskonałej istoty – człowieka…
Kończę ten temat, bo się denerwuje niepotrzebnie.

Marcin wrócił z Zabrza. I w sumie nie wiadomo co dalej. Lekarz nie ma chyba pomysłu na dalsze leczenie. Tjo znaczy ma jeden pomysł – leczenie dożylne. To oznacza minimum dwa tygodnie w Polsce. Tylko, że poprzedni lekarz mówił, iż to ma sens w początkowym etapie leczenia… jesteśmy w kropce. Objawy boreliozy ciągle są ale nie nasilają się ani nie zanikają. To oznacza, że  obecny zestaw antybiotyków nie zabija wszystkich bakterii. Tyle, że chwilowo ich ilość się nie zwiększa. Do czasu, bo w końcu się uodpornią.

Przeczytałam Wyrd Sisters i Piramidy Terry’ego Pratchett’a. Lepiej późno niż wcale ^^

“He didn’t take any notice!” whispered Tomjon. “A born critic,” said the dwarf.

‘You said the mountains were honeycombed with dwarf mines’, said Tomjon. “You said a dwarf could tell wherever he was in the mountains.’
‘Underground, I said. It’s all a matter of strata and rock formations. Not on the surface. All the landscape gets in the way.’
‘We could dig you a hole,’ said Tomjon.

Król dowiedział się już z podsłuchanej rozmowy, że Grinjer ma dwadzieścia sześć lat, nie znalazł nic, co mogłoby zahamować nipowstrzymany rozwój trądziku, i że mieszka razem z matką. W domu wieczorami wykonuje modele. W głębi serca ma nadziję, że pewnego dnia spotka miłą dziewczynę, która zrozumie , jak ważne jest idalne odwzorowanie wszystkich detali ceremonialnego sześciokołowego wozu, która potrzyma mu słoik z klejem i zawsze chętnie użyczy kciuka, gdy niezbędny będzie stały nacisk, póki klej nie wyschnie.

Król zbliżył się ku niemu nonszalanckim krokiem, który powinien przekonać mistrza budowniczego, że jest wśród przyjaciół. O nie, pomyślał Ptaclusp, zamierza Pamiętać Moje Imię.

Przygotowując się na film, przeczytałam Coralinę Neila Gaimana. Uwielbiam takie klimaty ^^  nieco jak w American McGee’s Alice. Tylko tutaj mamy do czynienie z Drugim Domem a właściwie Drugą Matką. Mam nadzieję, że film podąży śladem pierwowzoru. Inna sprawa, czy będzie mi to zobaczyć w kinie. W Koldingu puszcza się ‘pewniaki’ czyli bardzo dużo histori dla dzieci, komedie, melodramaty i cosie, które mają w obsadzie nazwiska znane.

Zima 2009

sobota, Marzec 14th, 2009

Poprzednio zapomniałam napisać o jednym – jak byliśmy u Ani wymienić się spóźnionymi prezentami, spytała się nas, co chcemy na obiad. Chyba sama nie wierzyła, jak poprosiliśmy o szwedzkie danie z kiełbaski / svensk pølseret. To takie danie…  studenckie – mamy z Marcinem do niego słabość.

Marcin zrezygnował z pracy w Lidlu. Użeranie się z niemieckim kółkiem wzajemnej adoracji nie było tego warte. Marcin rozpoczął walkę o bezrobotne od gminy i z ubezpieczenia prywatnego.

Pogoda zaskoczyła. Nie spodziewałam się już śniegu, a jednak… tylko raz spróbowałam pojechać rowerem. Śnieg i jazda rowerem pod górkę to nie jest to, co Agnieszki lubią najbardziej.

Z Andzejem, Adrianem i Asią urządzamy sobie wieczorki filmowe. Mieliśmy serie mnie lub bardziej udane. Nie ułatwia sprawy fakt, że mamy wszyscy dość odmienne gusta w tej kwesti. Ale próbujemy :)

Została podjęta próba nauki w brydża. Potrzebujemy jedną osobę, tj Adrian, Marcin i ja. Asia stanowczo odmówiła a  Andrzej z grzeczności spróbował raz. Stwierdził, że w to grają emeryci i na to ma jeszcze czas.

Znów zawitała Ela do Andrzeja. Wydaje się, że już bardziej przekonana do przyjazdu tutaj. Andrzej szalał w pokera na internecie. Muszę przyznać, że dobrze mu szło. Chociaż zapiera się, że to samo zło. Ale nie przerwał partyjki nawet podczas obiadu :P

Zapisaliśmy się do spółdzielni, do której należy Andrzej. Za rok plus minus, chcemy zmienić mieszkanie. Wybraliśmy metraż i zostaliśmy zapisani do kolejki oczekujących.

Stwierdziliśmy, że trzeba przestać tylko gadać i podjąć w końcu jakieś kroki co do zmiany stanu cywilnego. Na razie mamy przetłumaczone akty urodzenia i zamówiliśmy obrączki miarowe, co byśmy wiedzieli jakie wielkie palce mamy :P na wypadek kupna na odległość :P   Do urzędu chcemy iść tutaj w Kolding. Wesele niet i basta.

A co do wyjazdu. Stwierdziliśmy, że może w tym w roku Hiszpania lub Portugalia. Niestety, w katalogach znalazłam tylko pokoje bez aneksów kuchennych. A dopóki Marcin się leczy, taka opcja nie wchodzi w grę. Do tego same wielkie kompleksy hotelowe, najmniej sto-ileś tam pokoi. Masakra. Aneksy kuchenne w większej ilości, oprócz Grecji, dają także w Chorwacji. I juz myślałam, że na tym stanie, ale Ania nam powiedziała, że ona chce do Hiszpanii. Pod koniec sierpnia, dzieje się w miejscowości zwanej Buñol ciekawa rzecz. A jak zamawia sie teraz bilety lotnicze, to za całkiem przyzwoite pieniądze można się tam dostać. A w hostelach jest dostęp do kącika kuchennego. Grunt to pomysł. :P To może pojedziemy razem?? – padło pytanie. Czemu nie :) Przy okazji wizyty Ania dowiedziała się, co to Allegro. I że dają tam tanie gitary Gibson Les Paul – marzenie Ani :)

Patrz –› Galeria

Przejdę płynnie do następnej kwesti – kurs korona duńska/polski złoty w końcu dla nas bardzo korzystny. Nawet bardzo korzystny. I się utrzymuje powyżej 60 zł za 100 kr od przynajmniej miesiąca. Rok temu to było około 42-45 zł za 100 kr…

Niestety zwolnienia zataczają coraz dalsze kręgi. Janka zwolniona, co dość drastycznie zmiania ich sytuację. Swingers Klub nie rozwinął zamierzonego zamachu. W sumie oboje z Marcinem myśleliśmy, że siedzą w tym temacie z Per’em nieco głębiej, ale okazało się, że dość powierzchownie. Janka chce otworzyć coś innego. Plany rozpoczęte i realizowane w przyspieszonym tempie.

Nadal oglądamy StarGate. Pojawili się Tok’ra i syn Ra, Heru’ur, Apofis ma syna… Serial się rozkręca. Intrygi, intrygi…

Choróbsko, koncerty i serial

poniedziałek, Luty 23rd, 2009

W połowie stycznia dopadła mnie grypa.. Najgorsza w moim życiu. Już w drodze powrotnej we wtorek z pracy kaszałam. Kaszlałam nadal po tym , jak się obudziłam. Do tego rozpalenie. I już wiedziałam, że trzeba zadzwonić do pracy i powiedzieć, że mnie nie będzie – bo nie było dobrze. Niecała dwie godziny później doszły dreszcze. Stan podgorączkowy. Nieustający kaszel. Dreszcze dodatkowe, jak zetknęłam się z czymś zimnym. Następnego dnia doszłam do temeperatury 39. I tak zostało przez dwie doby, które pamietam jako na wpół przytomne. W sobotę temeperatura i dreszcze zeszły ale za to brzuch i mostek tak mnie bolałay, że płakałam z bólu na samą myśl o następnym ataku kaszlu. Wysłałam Marcina po coś na suchy kaszel. Wrócił z tabletkami, ale na ich działanie poczekałam ładne paręgodzin… ale zadziałały. Kaszel się zmniejszył. Zwinęłam moje leże na sofie. Ale jeszcze w poniedziałek zadzwoniłam, że mnie nie będzie. I trzeba było jeszcze nie iść conajmniej jeden dzień więcej, bo kasłanie wydłużyłam o jakiś tydzień…

Taka refleksja – czy jako młodsza przechodziłam lżej ataki grypy czy może wirus jest coraz silniejszy?

Dostaliśmy nieoczekiwany prezent od Ani – bilety na Depeche Mode i Jean’a Michel’a Jarre’a  :O Szok. Czuć, że Ania na posadzie programisty ma dobrze :P Pierwszy  koncert w Kopenhadze w czerwcu a drugi w Herning w lipcu. Nauczeni doświadczeniem (patrz archiwum – dolna część) lepiej zaplanujemy powrót z DM, bo akurat Herning leży niedaleko Kolding.

W ramach powrotu do młodości  :P   oglądamy StarGate – jesteśmy po pierwszym sezonie (o mój ty świecie, ale naiwny i lukrowany) i jesteśmy teraz w połowie drugiego (już nieco lepiej).  Łezka szczęścia…

Wrzesień

niedziela, Październik 26th, 2008

Wrzesień upłynął mi pod znakiem usilnych prób pt. “Co oni tam do mnie mówią w tej pracy?” – słowem się nie odezwałam po angielsku, co może było błędem parę razy, ale mam nadzieję, że w końcu to da jakieś efekty.

Trochę się czuję nabita w butelkę, bo już w drugim tygodniu dowiedziałam się, że popołudniowa zmiana będzie co drugi tydzień rozdzielana na dwie pozostałe. Ja, jako nowa, zostałam zapytana co bym wolała ale oczywiście z naciskiem na nockę :)   Ale nie jest źle. Średnia wiekowa nocnej zmiany jest o wiele niższa od popołudniowej, jest parę emigrantów lub dzieci emigrantów (już tu wychowane ale nadal bardziej otwarte niż przeciętny Duńczyk).  Także nocna zmiana może być, problemów większych ze spaniem za dnia nie mam – ale za to problem ze zebraniem się do szkoły na 8.oo rano jest… czasem się udaje, czasem nie…

W ramach promocji Legolandu, byliśmy tam jeszcze raz – tym razem z Janką , Per’em i Michałem. Niestety, juz nieco za zimno było – coś cieplejszego na sobie dobrze było mieć. Ciesze się, że w ostatniej chwili założyłam kurteczkę na polarze. I na jakiś czas Legoland mam opatrzony – zobaczyłam to, co poprzedni raz nie dałam rady i starczy.

Patrz –> Galeria

Chyba nie pisałam – oznaczenie DNA Borrelia burgdorferi sensu lato – badanie Real-Time PCR – wynik negatywny… uff… choć oczywiście nie oznacza to, że kiedyś nie zachoruje. Kto wie, może bakteria gdzieś się dobrze czai.  Może nie zostałam zarażona – właściwie to nie wiadomo, jaka ilość jest potrzebna. Może mój organizm zwalczył. 100 % pewnośco nie mam. Co jakiś czas będe powtarzać badanie. Dmuchać na zimne i nie dać organizmowi się mocno osłabić.

Starzejemy się… oglądamy Twin Peaks. Leci na duńskim kanale (jak dobrze, że firmy i seriale lecą tylko z podpisami). Aż taka łezka szczęścia ^^ Na pozór niby cukierkowe miasteczko a każdy ma coś za uszami, mistyka, przykładny Kyle MacLachlan jako agent Dale Cooper, Duchovny jako tranwestyta czyli agent Dennis / Denise, sam David Lynch jako agent Gordon Cole (co ja o tych agentach?), inny styl ubierania, jeszcze nie dominowały kobiety wieszaki, melodie które chyba każdy zna, no i ten szczególny klimat… łezka szczęścia.

statystyka