Archive for the ‘Domek’ Category

Sierpień 2009

środa, Październik 14th, 2009

W sumie to nic ciekawego się nie działo – wróciliśmy – do pracy. Na szczęści tylko na trzy tygodnie i na wakacje.

Pokusiliśmy się ‘tylko’ na pomalowanie głównego pomieszczenia, co stanowi chyba ponad połowę mieszkania: kuchnia, częśc dzienna i kącik komputerowy… trwało to 2,5 dnia – z czego większość to zabezpieczanie i sprzątanie. Makabra a nie bawiliśmy się w subtelności… no ale ściany i sufit za nami. Teraz drzwi i okna strasz ą żółtością. Poczekamy na wenę :)

Patrz –> Galeria

W końcu cieplej

niedziela, Kwiecień 5th, 2009

Naprawdę byłam już zmęczona widokiem niemal tych samych liczb na termometrze – około godziny 23.00 to zawsze 0-3° C. I tak ostatnie półtora miesiąca. Wczoraj w euforii poczucia cielplejszego prądu powietrza, ruszyłam do kurczącego się centrum (’starówki’). Kurczącego, bo sklepu albo znikają albo przenoszą sie do  oddalonego o parę kilometrów centrum handlowego Stor Center…  zostają albo pojawiają się optycy, oddziały banków i salony sieci telekomunikacyjnych. Wracając do tematu,  rzuciłam się w zakupowy szał fatałaszków, co by odreagować zimno :P Nie moja wina, że wszystko co wzięłam do przymierzalni, pasowało… nawet sukienka pozostawiona przez kogoś przede mną :O  Ładna była, to spróbowałam…

Wakacje – bilety zakupione, mieszkanie zarezerwowane. Lecimy do Walencji ^^ i tam będziemy się ‘wakacjować’ na przełomie sierpnia i września. Już zaczynam przybierać nóżkami.

EasyFood nabralo rozpędu – dostali kontrakt od grupy tutejszych supermarketów. Niemal na same rzeczy wymagające dodatkowych ludzi. Także Marcin od trzech tygodni chodzi noc w noc ze mną do pracy… prywatna ubezpieczalnia powinna go nazwać swym ulubionym bezrobotnym – skoro pracuje to ma kase i nie muszą nic wyplacać… też się cieszymy bo więcej kasy z zastępstw niż z ubezpieczalni mamy ^^. Gmina stwierdziła, że kasą nie rzuci za okres w którym Marcin nie pracował a jeszcze nie przysługiwała kasa z ubezpieczalni. Nie widzą podstaw.

Chyba dobrze idzie, temu mojemu zakładowi, bo nawet małą podwyżkę dostaliśmy, ciągle pojawiają się pisma pochwalne z ‘góry’ jak nam fajnie idzie. Szkoda tylko, ze te  kobiety z mojego zespołu wytwarzają lekko kwaśną atmosferę. To patrzenie czy ktoś nie robi jakiegoś błędu i ta duma z siebie, jak się coś znajdzie, jest irytująca. Nie mówię, ze to jakiś wielki problem ale czasami ma się nimi ochotę potrząsnąć.  Åse, jedna z mojej grupy (najbardziej kwaśna), startuje do wyborów na zakładowego szefa związków zawodowych. Zagłasowałam na nią, bo chociaż uważam, że jest za bardzo wybuchowa, łatwo się denerwuje to jest w sam raz na ewentualne kłócenie się z szefami  i walkę o prawa, dodatki itp. Wyszczekana  Åse będzie idealna. Dwie pozostałe są w mojej ocenie: jedna za lodowata a druga za milusia. W Danii przedstawiciele zwiazków zawodowych to zupełnia inna bajka niż w Polsce.  Pracują jak pozostali (chyba że jest coś do załatwienia), realnie mogą się postawić szefostwu, pensje dostają za prace swoją a nie za fuchę bycia związkowcem.

Zdałam na ostatni poziom duńskiego – piąty moduł. Trochę się zagapiłam i końcowy egzamin czeka mnie przed Bożym Narodzeniem a nie przed letnimi wakacjami. Przynajmniej więcej czasu na przygotowanie, bo od tego zależy czy będę mogła iść na dodatkowy rozszerzony kurs.

Choróbsko, koncerty i serial

poniedziałek, Luty 23rd, 2009

W połowie stycznia dopadła mnie grypa.. Najgorsza w moim życiu. Już w drodze powrotnej we wtorek z pracy kaszałam. Kaszlałam nadal po tym , jak się obudziłam. Do tego rozpalenie. I już wiedziałam, że trzeba zadzwonić do pracy i powiedzieć, że mnie nie będzie – bo nie było dobrze. Niecała dwie godziny później doszły dreszcze. Stan podgorączkowy. Nieustający kaszel. Dreszcze dodatkowe, jak zetknęłam się z czymś zimnym. Następnego dnia doszłam do temeperatury 39. I tak zostało przez dwie doby, które pamietam jako na wpół przytomne. W sobotę temeperatura i dreszcze zeszły ale za to brzuch i mostek tak mnie bolałay, że płakałam z bólu na samą myśl o następnym ataku kaszlu. Wysłałam Marcina po coś na suchy kaszel. Wrócił z tabletkami, ale na ich działanie poczekałam ładne paręgodzin… ale zadziałały. Kaszel się zmniejszył. Zwinęłam moje leże na sofie. Ale jeszcze w poniedziałek zadzwoniłam, że mnie nie będzie. I trzeba było jeszcze nie iść conajmniej jeden dzień więcej, bo kasłanie wydłużyłam o jakiś tydzień…

Taka refleksja – czy jako młodsza przechodziłam lżej ataki grypy czy może wirus jest coraz silniejszy?

Dostaliśmy nieoczekiwany prezent od Ani – bilety na Depeche Mode i Jean’a Michel’a Jarre’a  :O Szok. Czuć, że Ania na posadzie programisty ma dobrze :P Pierwszy  koncert w Kopenhadze w czerwcu a drugi w Herning w lipcu. Nauczeni doświadczeniem (patrz archiwum – dolna część) lepiej zaplanujemy powrót z DM, bo akurat Herning leży niedaleko Kolding.

W ramach powrotu do młodości  :P   oglądamy StarGate – jesteśmy po pierwszym sezonie (o mój ty świecie, ale naiwny i lukrowany) i jesteśmy teraz w połowie drugiego (już nieco lepiej).  Łezka szczęścia…

Jesień 2008

poniedziałek, Grudzień 8th, 2008

Listopad jak z bicza trzasnął… już po nim…
Ostatnie dwudzieste któreś urodziny – nieco to smutne. Jakoś tak refleksyjnie :P

Pograliśmy troszkę w pokera – chociaż ja z Marcinem chętnie w coś na zmianę jeszcze byśmy pograli. Próbowałam dokoptować jeszcze niejakiego Łukasza ale się rozeszło. Do tego się nieco rozwaliło, bo trochę trudno nam się zebrać: Michał w weekendy pracuje a wolne ma w poniedziałki i wtorki, ja w poniedziałki popołudniu do szkoły a Andrzej we wtorki na popołudniu. I lipa.

Z pracy zostałam wysłana na kurs higieny żywności. Trwał cały tydzień i kończył się pisemnym egzaminem. Po duńsku. Dobrze, że pytania nie były skomplikowane, to nawet je zrozumiałam i zdałam test :P

Fantacia – naszym zdaniem może się to udać, ale pytanie brzmi czy dadzą radę Janka z Per’em przetrzymać do czasu, kiedy to nabierze rozmachu. A czas tyka na ich niekorzyść… i rachunki przychodzą cały czas.

Nadszedł czas Julefrokost – czyli świątecznych wieczorków. EasyFood nie zaszalało – jedzenie tak by dla każdego starczyło, czyli dwa szwedzkie stoły + deser. Bez osoby towarzyszącej. W porównaniu do PrimeCargo/SteamLine to chudo, chudo… do tego liczyłam na jakiś skandaliki – rok temu Julefrokost zaowocowało trzema rozwodami a tu tak skromnie, nic :P

Dom ozdobiony świątecznymi pierdółkami :P Większość prezentów kupiona. Tylko nie mogę się zebrać i kartek do Polski wysłać. Ale dam radę. Kiedyś dam. Jeszcze mam niecałe dwa tygodnie :)

Patrz –> Galeria

Mamy zamiar wyjechać najlepiej 19 grudnia – ale czy nam to się uda to inna sprawa… Andrzej, z którym mieliśmy jechać, przydeptuje nóżkami i najchętniej by jechał już 18-go tj w czwartek. Ale ja mam jeszcze jedna nockę… gdybym wzięła wolne, to raz tracę kasę za te godziny a dwa – bonusy za bycie zawsze w pracy. A Marcin ciągle poszukujący, więc każda korona jest nam potrzebna.

Nasze wolne przemyślenia – kapitalizm zabrnął w ślepy zaułek. Dobrze spełnił swoją rolę ale trzeba by coś nowego. Tylko jaką mamy alternatywę? Socjalizm się nie przyjął. Zbyt idealistyczny w założeniach a ludzie ideałami nie są. Czy ma szansę powstać system, który by promował pozytywne cechy u ludzi? Kapitalizm promuje samolubstwo, często dochodzenia do celu ‘po trupach’. Nie dba o innych, żąda ale rzadko daje innym. Tylko za pieniądze. Kapitalizm będzie dążył do koncentracji pieniądza. Czy ludzkość dojdzie kiedyś do momentu, że będzie coś robić, bo opłaci się np w przyszłości nową technologią, wiedzą, ogólnym postępem a nie dlatego, że coś przyniesie zysk? Czy człowiek naprawdę potrzebuje pieniądza jako siły napędowej? Nie może coś tak po prostu zrobić dla drugiego człowieka? Dla ogółu?

Październik

sobota, Listopad 8th, 2008

Poczucia nabicia w butelkę część dalsza – moja zmiana po świętach zostanie zupełnie zlikwidowana. Pracowników nie zwalniają – chcą nas wmieszać w pozostałą część załogi i uruchomić linię nr 2 na nockach. Oficjalny powód – trudno znaleźć pracowników na popołudniową zmianę. Nieoficjalny – wydajność na linii nr 2 jest mniejsza o 30 do 50 % od zmiany dziennej :P   W sumie to widziałam parę akcji mojej zmiany i wierzę, że o tyle jest mniejsza. Niech świadczy chociażby o tym fakt, że chociażby się waliło i paliło, koleżanki ( i ja siłą rzeczy) dokładnie o czasie zaplanowanym na zakończenie pracy wychodzą. Nieważne na jakim etapie jest praca.

Z pracą powiązana jest szkoła. Godziny pracy ulegają ciągłym przesuwaniom – niestety raczej tendencja jest ku późniejszemu przychodzeniu. Oznacza to, że jeśli wracam z popołudniówki, to mam mniej czasu na spanie  (szkoła zaczyna się o 8.10) a jak na nocki, często szkoła zaczyna się już, jak jestem jeszcze w pracy. Dlatego postanowiłam się przenieść z powrotem na popołudniu do szkoły… te parę popołudniówek w pracy jakoś będą musieli przeżyć – i tak po świętach problem sam się rozwiążę.

Niestety zła wiadomość – Marcina zwolnili z pracy… nie ma zamówień. Narobili na zapas wózków a w międzyczasie nic się nie ruszyło… No cóż, okres przedświąteczny nie jest najlepszym czasem na szukanie pracy + nazwijmy to po imieniu, nadchodząca recesja i nie najlepsze nastroje na rynkach finansowych..

A co do krachu – spodziewaliśmy się, że ceny nieruchomości w końcu spadną. Wiązaliśmy to jednak z recesją, która przecież w końcu musiała nadejść. A tu niespodzianka – do tego krach finansowy. Chciwość, chciwość i pęd za pieniądzem niejednego już zgubiły… teraz  czytam: ‘fatalne dane z xxx. A to jeszcze nie koniec’, ‘giełda w górę, bo niskie ceny motywują do zakupów’, ’sytuacja bez precedensu – fundusze rynku pieniężnego na minusie, giełda ileś tam w dół – panika, giełda ileś tam w górę – odbicie od dna, hurra i bla bla… Cóż, opieranie się na współczynnikach i prognozach można sobie teraz gdzieś wsadzić…

Ilona od początku października mieszka już pod Flensburgiem. Dojazd do pracy to ponad godzina w jedną stronę – chyba będzie szukać czegoś bliżej granicy.

Michał zaś powoli się urządza w miejscowości zwanej Christianfeld. Wynajmuje mieszkanie i ma niedaleko do pracy – do hotelu.

Do Andrzeja (poznany przez szkołę językową) przyjechała Ela w odwiedziny. Zaprowadziłam ją do SteamLine – ewentualnego miejsca do zaczepienia się na pierwszą pracę. Chyba się spodobało :)   Mam nadzieję, że w końcu będzie im dane zamieszkać razem… Za to Wayne i Tanja się rozstali i on wrócił do Anglii. Szkoda. Ale widać było zgrzyty między nimi od początku jak ich poznałam.

statystyka