Naprawdę byłam już zmęczona widokiem niemal tych samych liczb na termometrze – około godziny 23.00 to zawsze 0-3° C. I tak ostatnie półtora miesiąca. Wczoraj w euforii poczucia cielplejszego prądu powietrza, ruszyłam do kurczącego się centrum (’starówki’). Kurczącego, bo sklepu albo znikają albo przenoszą sie do oddalonego o parę kilometrów centrum handlowego Stor Center… zostają albo pojawiają się optycy, oddziały banków i salony sieci telekomunikacyjnych. Wracając do tematu, rzuciłam się w zakupowy szał fatałaszków, co by odreagować zimno
Nie moja wina, że wszystko co wzięłam do przymierzalni, pasowało… nawet sukienka pozostawiona przez kogoś przede mną :O Ładna była, to spróbowałam…
Wakacje – bilety zakupione, mieszkanie zarezerwowane. Lecimy do Walencji ^^ i tam będziemy się ‘wakacjować’ na przełomie sierpnia i września. Już zaczynam przybierać nóżkami.
EasyFood nabralo rozpędu – dostali kontrakt od grupy tutejszych supermarketów. Niemal na same rzeczy wymagające dodatkowych ludzi. Także Marcin od trzech tygodni chodzi noc w noc ze mną do pracy… prywatna ubezpieczalnia powinna go nazwać swym ulubionym bezrobotnym – skoro pracuje to ma kase i nie muszą nic wyplacać… też się cieszymy bo więcej kasy z zastępstw niż z ubezpieczalni mamy ^^. Gmina stwierdziła, że kasą nie rzuci za okres w którym Marcin nie pracował a jeszcze nie przysługiwała kasa z ubezpieczalni. Nie widzą podstaw.
Chyba dobrze idzie, temu mojemu zakładowi, bo nawet małą podwyżkę dostaliśmy, ciągle pojawiają się pisma pochwalne z ‘góry’ jak nam fajnie idzie. Szkoda tylko, ze te kobiety z mojego zespołu wytwarzają lekko kwaśną atmosferę. To patrzenie czy ktoś nie robi jakiegoś błędu i ta duma z siebie, jak się coś znajdzie, jest irytująca. Nie mówię, ze to jakiś wielki problem ale czasami ma się nimi ochotę potrząsnąć. Åse, jedna z mojej grupy (najbardziej kwaśna), startuje do wyborów na zakładowego szefa związków zawodowych. Zagłasowałam na nią, bo chociaż uważam, że jest za bardzo wybuchowa, łatwo się denerwuje to jest w sam raz na ewentualne kłócenie się z szefami i walkę o prawa, dodatki itp. Wyszczekana Åse będzie idealna. Dwie pozostałe są w mojej ocenie: jedna za lodowata a druga za milusia. W Danii przedstawiciele zwiazków zawodowych to zupełnia inna bajka niż w Polsce. Pracują jak pozostali (chyba że jest coś do załatwienia), realnie mogą się postawić szefostwu, pensje dostają za prace swoją a nie za fuchę bycia związkowcem.
Zdałam na ostatni poziom duńskiego – piąty moduł. Trochę się zagapiłam i końcowy egzamin czeka mnie przed Bożym Narodzeniem a nie przed letnimi wakacjami. Przynajmniej więcej czasu na przygotowanie, bo od tego zależy czy będę mogła iść na dodatkowy rozszerzony kurs.