Jesień – trzydzieste urodziny

Powrót do rzeczywistości był dość bolesny – do pracy, samochód strajkował ( w końcu kupiliśmy przechodzonego opla corsę)... o wiele chłodniej – właściwie to jesień. Ciepła ale jesień.

Przeżyłam trzydzieste urodziny, które w Danii, jako osoba niezamężna/nieżonata, przechodzi się dość specyficznie. Generalnie taką osobę można bezkarnie obsypać pieprzem – niejako za karę, tudzież wysłać życzenia z pieprzem.Mnie to ominęło, za to całą noc musiałam chodzić po zakładzie z napisem ‘panna’ (pebermø) z duńskimi flagami a pieprz dostałam razem z drobnymi w skarbonce :) Dobrze, że nie mieszkamy w domku, bo jeszcze stanął by przed nim metalowy konstrukt / samochód ze szrotu / hałda piasku…  – co kraj to obyczaj…

Dla Duńczyków trzydziestka to ważna okazja: “I co przyjeżdża rodzina na urodziny?”, “Co, w weekend impreza? W domu czy na mieście?” A ja się drapie po głowie… “Eee… no, jeszcze o tym nie myślałam….”

Patrz  –> Galeria

W sumie to chcieliśmy wziąć ślub w sierpniu / wrześniu – ale mamy fanaberię wziąć go w Danii. Od Polek ze szkoły językowej usłyszałam, że z tym nie ma problemu – akt urodzenia wystarczy, nawet nie przetłumaczony + ichniejsze podanie. Ale nie, ode mnie zażądano pozwolenia na pobyt (to akurat nie problem) i oświadczenia z Polski, iż możemy zawrzeć małżeństwo (problem) – z zaznaczeniem, że mają być przetłumaczone. Ech, tylko oświadczenie trzeba (oczywiście) podjąć osobiście w naszym wypadku w Toruniu… a nie wybieraliśmy się do Polski co najmniej do grudnia. I tak plan został przeniesiony w czasie a ja paradowałam z pebermø na plecach…

Leave a Reply

statystyka