Wiosenne myśli
Jak widać – zmiana wyglądu bloga. Ciemne bonzai widniało rok, czas na zmianę. Wiosna kalendarzowa się zaczęła. Troszkę może teraz galeria nie pasuje, bo zdjęcia obrabiałam pod czarne tło, ale co tam. Zmiana to zmiana. Czas na zielonkawy papier.
Człowiek przeprowadzając się do innego kraju myśli, że pewne rzeczy mu się już nie zdarzą. Dajmy przykład taki – chcą mnie odwiedzić świadkowie Jechowy a ja odpowiadam krzywo po duńsku, że moja znajomość języka nie pozwala mi na toczenie dysput teologicznych. No bo nie pozwola, to nie kłamstwo. Tak sobie myślę, że tak bym powiedziała. Człowiek myśli, że jest spryciuszkiem. Błąd. Nie przewidziłam, że może przyjść świadek Jehowy, który jest Polakiem i mieszka w Danii. To właśnie się nam zdarzyło. Pani nawet miała gazetkę i książeczkę po polsku: Jak powstało życie? Przez ewolucję czy stwarzanie? Człowiek nie zna dnia i godziny… Nie doczytałam książeczki do końca, bo jej tendencyjność i bijąca jednostronność mnie odrzuciła ostatecznie po około 50 stronach. Przedstawione zostają same wypowiedzi ‘za’ tytułowym stwarzaniem, żadnej ale to żadnej wypowiedzi krytycznej. I tym książka u mnie przegrała.
Dziełko twórców anonimowych usiłuje dowieść, że ewolucja jest niedorzeczna i matematycznie niemożliwa, by się dokonała. Co innego stwarzanie – wszystko przecież wskazuje, że za wszystkim stoi ‘Wielki Kreator’ a człowiek istnieje na Ziemii około 6 000 lat. Zawsze rozbawia mnie fakt, jak niektórzy nie dopuszczają do siebie myśli, iż dalecy przodkowie człowieka inteligencją równali się z dzisiejszymi małpami. O wyglądzie nie wspomnę, bo ponętny to widok nie był, chociażby taki homo erectus. Chociaż – jak by się dobrze rozejrzeć, niektórzy na tym poziomie zostali
Jakby niektórym urągało to ich godności i tak pomocna zdaje się być teoria kreacjonizmu – człowiek został stworzony, od razu zaistniał w postaci ‘doskonałej’. Odcina się przez to od zwierząt. Człowiek jest przecież taki wyjątkowy. Cudeńko normalnie, mucha nie siada. Ha, ha.
‘Do tej pory żyją szympanse, goryle i orangutany, a nie ma żadnych ” małpoludów’ (małpy człekoształtne, małpopodobni przodkowie – z wyjaśnienia wcześniej i tu się rodzą nieporozumienia chyba). Czyżby wyginęły wszystkie młodsze i podobno bardziej rozwinięte ‘ogniwa pośrednie’ między stworzeniami podobnymi do małp a człowiekiem współczesnym, a pozostawiając niższe w rozwoju małpy człekokształtne?”
No i ściana, bo :
* 1) wg kreacjonizmu – skoro nie ma żyjących ‘ogniw’ to znaczy, że one nie istniały…
* 2) przecież nie od małp człowiek pochodzi a małpy nie pochodzą od ‘małpoludów’.
I to powtarzanie słowa ‘małpoludy’ jako próba dyskredytacji… a nie ładnie tak mówić o przodkach, nie ładnie ![]()
I z jaką maniakalnością w tej książęczce, obstawia się o niemożliwości matematycznej ewolucjonizmu. Tylko kto mówi o jakiejś losowości? Mnie nigdy ewolucja nie kojarzyła się z przypadkowością… Przyroda ma swoje prawa i one nie są bynajmniej losowe. I do tego odnoszę wrażenie, że autorzy usiłują wcisnąć czytelnikowi, iż skoro nie możemy dostrzec ewelucji wokół siebie to ona nie istnieje. Jakby ewolucja przebiegała w ciągu paru lat czy pokolenia. Ale w ‘Wielkiego Kreatora’ mam uwierzyć, bo skoro nie można czegoś wytłumaczyć, to logiczne, że zostało stworzone. Bardzo wygodne twierdzenie.Tylko że ja osobiście uważam, że nauka dopiero postawiła pierwsze kroki i wiele rzeczy jest jeszcze do wyjaśnienia. Cierpliwości. Np skamieliny bada się może jakieś 150 lat i wiele jeszcze do odkrycia zostało.
Mam wrażenie, iż kreacjonizm opiera się tylko na krytyce ewolucjonizmu. A jakie dowody ma kreacjonizm? Taki, że wielu rzeczy nie można wyjaśnić? Oznaczałoby to, że skoro kiedyś nie było mikroskopów i nie widziano bakterii czy wirusów to one nie istniały? Tak by wskazywała logika stwarzania. Tak, ludzie nauki popełniają błędy, zdarzaja się mistyfikacje. Ale wysłuchuje lub czytam jako kontrę to, że dowodem na to, że ludzie powstali jest to, że najstarsze szczątki słowa pisanego wynoszą 6 000 lat. Wniosek – analfabeci to nie ludzie :P. Skoro jakaś kultura nie umiała pisać, to oznacza, że nie isniała? To w sumie mamy sporą szansę nie isnieć za parę tysięcy lat. Wystarczy, że dyski padną, papier do najtrwalszych nie należy. O pozostałościach się powie, że właściwie to tak dobrze nie wiadomo do czego służyły – dyski mogą zostać uznane za byliżej nieokreślone zabawki czy gadżety a książki za nadrukowany papier toaletowy, bo niemożliwe, by takie bzury tam wydrukowane ktoś traktował poważnie
I jak mamy jako rasa iść do przodu? Kiedy ludzie stukną się w te puste łby? Tak naprawdę to daleko od lepianek i jaskiń nie odeszliśmy. A przeraszam. Pojawiliśmy się zapewne od razu w domach, krowa ryczała stojąc w zagrodzie, pies machał ogonem znająć od razu swoje miejsce. Przy nodze jakże doskonałej istoty – człowieka…
Kończę ten temat, bo się denerwuje niepotrzebnie.
Marcin wrócił z Zabrza. I w sumie nie wiadomo co dalej. Lekarz nie ma chyba pomysłu na dalsze leczenie. Tjo znaczy ma jeden pomysł – leczenie dożylne. To oznacza minimum dwa tygodnie w Polsce. Tylko, że poprzedni lekarz mówił, iż to ma sens w początkowym etapie leczenia… jesteśmy w kropce. Objawy boreliozy ciągle są ale nie nasilają się ani nie zanikają. To oznacza, że obecny zestaw antybiotyków nie zabija wszystkich bakterii. Tyle, że chwilowo ich ilość się nie zwiększa. Do czasu, bo w końcu się uodpornią.
Przeczytałam Wyrd Sisters i Piramidy Terry’ego Pratchett’a. Lepiej późno niż wcale ^^
“He didn’t take any notice!” whispered Tomjon. “A born critic,” said the dwarf.
‘You said the mountains were honeycombed with dwarf mines’, said Tomjon. “You said a dwarf could tell wherever he was in the mountains.’
‘Underground, I said. It’s all a matter of strata and rock formations. Not on the surface. All the landscape gets in the way.’
‘We could dig you a hole,’ said Tomjon.Król dowiedział się już z podsłuchanej rozmowy, że Grinjer ma dwadzieścia sześć lat, nie znalazł nic, co mogłoby zahamować nipowstrzymany rozwój trądziku, i że mieszka razem z matką. W domu wieczorami wykonuje modele. W głębi serca ma nadziję, że pewnego dnia spotka miłą dziewczynę, która zrozumie , jak ważne jest idalne odwzorowanie wszystkich detali ceremonialnego sześciokołowego wozu, która potrzyma mu słoik z klejem i zawsze chętnie użyczy kciuka, gdy niezbędny będzie stały nacisk, póki klej nie wyschnie.
Król zbliżył się ku niemu nonszalanckim krokiem, który powinien przekonać mistrza budowniczego, że jest wśród przyjaciół. O nie, pomyślał Ptaclusp, zamierza Pamiętać Moje Imię.
Przygotowując się na film, przeczytałam Coralinę Neila Gaimana. Uwielbiam takie klimaty ^^ nieco jak w American McGee’s Alice. Tylko tutaj mamy do czynienie z Drugim Domem a właściwie Drugą Matką. Mam nadzieję, że film podąży śladem pierwowzoru. Inna sprawa, czy będzie mi to zobaczyć w kinie. W Koldingu puszcza się ‘pewniaki’ czyli bardzo dużo histori dla dzieci, komedie, melodramaty i cosie, które mają w obsadzie nazwiska znane.



