Boże narodzenie – Nowy Rok 2009
I z powrotem w Polsce. Powrót mnie rozbił. Już dawno nie chwyciła mnie taka tęsknota… myślałam, że to już za mną – a tu taka niespodzianka.
Co nam się udało zrobić:
- pokazać babci jak się wysyła i odbiera zdjęcia przez skrzynkę pocztową;
- pojechać na basen solankowy do Ciechocinka;
- spotkać ze znajomymi czy to na mieście czy też zobaczyć jak się urządzili;
- być na dwóch Wigiliach;
- odwiedzić dziadków w Golubiu-Dobrzyniu i pobieżnie zobaczyć osadę Karbówek (zimno)
;
- zobaczyć babcię Marcina i spotkać się z częścią jego rodziny;
- zobaczyć jak się pobudował Rydzyk na obrzeżach Torunia;
- pojechać do lekarza w Zabrzu – zmieniliśmy prowadzącego, ponieważ ta z Krakowa jest nieuchwytna – że tak się delikatnie wyrażę.
- porobić małe zakupy i samemu podoradzać w takowych.
Patrz –> Galeria
Zimno mnie troszkę zaskoczyło. No niby wiedziałam, że jest parę stopni zimniej ale… przede wszystkim butów nie wzięłam odpowiednich. Zdarza się. Jednym z pierwszych zakupów były rękawiczki i czapki.
Tęsknota tęsknotą – ale nie zobaczyłam ani nic nie usłyszałam, co by chociażby mnie zastanowiło nad powrotem do Polski. Te podwyżki pensji – których tak szybki wzrost groził polskiej gospodarce – okazuje się albo nie dotyczyć pytanych albo w porywach do 50 zł… o czym my mówimy. Oczywiście statystycznie od takiego 1000 zł te 50 to wzrost o 5% i to tak ładnie się o tym pisze. Tylko że te 50 zł (w porywach) jakoś wydatnie nie wpłyną na poprawę standardu życia.
Część osób jednak mówi, że jest dobrze. Dobra płaca, warunki – chociaż widzę i słyszę, że to nie do końca prawda. Jakby za nic nie mogli przyznać, że coś jest do kitu, że nie idzie po ich myśli. I nie chcą słuchać, bo są zajęci opowiadaniem, jak im jest dobrze. W każdej kwestii jest dobrze. Właściwie to super. Więc słuchałam, potakiwałam i się uśmiechałam…
Nie mówię, że nam idzie super – od początku szło po grudzie. Ale się odbiliśmy. Ostatnie pół roku było okropne: spalony silnik, utrata pracy przez Marcina, zepsuty komputer, w pierwszych dniach po przyjeździe do Polski padł nam aparat fotograficzny a już w Danii popsuła mi się komórka. Ale stoimy na nogach. Jest na rachunki, jedzenie i leki. Oczywiście można prychnąć – e tam, jeździcie starym samochodem i nie macie własnego domu. No nie, nie mamy – ale kto ma w Polsce? I to za pensję przez siebie zarobioną, a nie od mamy , taty czy rodziny? Bo my wszystko sami kupujemy i nikt nas nie sponsoruje. Nikt. Sami meblujemy mieszkanie, sami kupujemy sprzęt (od sztućców do telewizora i tego wspomnianego samochodu) i sami wybieramy i wykupujemy wakacje. O rachunkach i podatkach nie wspomnę. I dopóki w Polsce nie będzie tak, że nie będę musiała się martwić o jutro, to raczej nie wrócę. Bo ja nie wyjechałam, żeby się dorobić, ale żeby godnie żyć.
Poważnie się zrobiło. kończę temat.
Moja kochana mamusie wychodzi za mąż
Już za parę dni. Szkoda, że nie mogę przy tym być, ale serduszkiem i myślami będę!!
Ps: Marcin rozpoczął dziś nową pracę



