Meteory zaczynały się bodajże od 7 rano. Prawie zaspaliśmy. Daliśmy rade dotrzeć w dwadzieścia minut od podniesienia powieki do wpadnięcia do autokaru.
W Salonikach wsiadła Pani w czerwonej Sukience. Polka, która wyszła za Greka, mieszka tu już jakieś kilkanaście lat, pracuje, ma dziecko. Przewodnik to dla niej praca ekstra. Bardzo gadatliwa. Początkowo troszkę mnie to drażniło, bo chciałam się troszkę przespać w autobusie, ale w sumie to ciekawych drobnych rzeczy się dowiedziałam. Np że:
- płaci około 120 euro na rok za wodę, podobna suma za prąd ale za dwa miesiące; mówiła co za rośliny widzimy na polach;
- o chrzcinach swojego dziecka (czyli obmycie go w świętych olejach i niemożność wykąpania go przez trzy dni a pampersy z tego okresu trzeba było spalić, bo otarły się o święte oleje, nie mogła przeżegnać się po katolicku – Grecja to prawosławni w większości);
- o stawianiu kapliczek przy drogach kiedy ktoś zginie w wypadku albo gdzieś na terenie, na którym znajduje się firma czy dom, by zapewnić pomyślność. Właściwie każdy powód dobry, by postawić kapliczkę. Minęliśmy nawet parę wytwórni takowych – małe i wielkie, skromne i z przytupem;
- w Grecji studiuje się do oporu, do zdania w końcu egzaminu. Jeśli ktoś dostanie się na studia medyczne, to już od pierwszego roku gratuluje się rodzinie studenta lekarza;
- Grecja rodziną stoi – jeśli twój tata jest politykiem, prawdopodobnie pójdziesz w jego ślady, jeśli prowadzi restaurację, to będziesz to kontynuował itp;
- pójście do lekarza w tym kraju to koszmar, nikomu nigdzie się nie spieszy, bałagan organizacyjny.
Do Meteorów z Halkidiki było parę godzin jazdy. Przystając gdzieś po drodze na kawę, Marcin zwrócił moja uwagę na góry ukazujące się nad stacją benzynową. Dwa potężne szyty, lekko zamglone, jeden o białym czubku. Później się dowiedziałam, że patrzyliśmy na Olimp, koło którego jechaliśmy trasą przez Dolinę Tembi.
Przejechaliśmy przez Larisę/Larysę (wg Pani w Czerwonej Sukience – drogie miasto, nowobogackie i nic ciekawego). Potem żółta kraina – Tesalia. Zanim dojechaliśmy do Meteorów, zawleczono nas do wytwórni ikon, gdzie każdy zostawił większą lub mniejszą sumkę…
Meteory to niemal pionowe skały o wysokości do kilkuset metrów w północno-zachodnim krańcu równiny tesalskiej. Na niektórych szczytach znajdują się klasztory. Do dnia dzisiejszego zachowało się ich siedem a zwiedzać można sześć:
– Warlaam / Varlaam;
- Wielkiego Meteora / Przemienienia Pańskiego / Megalou Meteorou;
- Świętego Stefana / Agios Stefanos;
- Świętego Mikołaja Anapafsa / Agios Nikolaos;
- Russanu / Świętej Barbary,
- Świetej Trójcy / Agia Triada;
- Zwiastowania Najświętszej Maryi Pannie (zamknięty prawie zawsze).
Tradycja głosi, że na skalne bloki pierwsi pustelnicy wspięli się już przed X wiekiem naszej ery. Zamieszkiwali w jaskiniach i zagłębieniach skalnych, tworzyli modlitewnie, gdzie studiowali religijne ortodoksyjne teksty. Religia nakazywała jedna brać udział we Mszy Świętej, a tą przewodził kapłan. Pustelnicy chodzili więc do kościoła Archaniołów, później do kościoła Matki Boskiej a w końcu do wybudowanego kościółka u podnóża Meteorów w Dupiani (około XI w.). Z czasem powstał Klasztor Dupiani i kościół główny “Protaton”. Minęło jedno stulecie, drugie, trzecie. Zaczęły się liczne najazdy różnych nacji (Franków, Serbów, Albanów, Turków). Wygnani przez korsarzy, w 1344 do Meteorów przybył Atanasios ze swoim mentorem Grigoriosem. Osiedli na jednej ze skał – Słupie Stagów – i mieszkali tam dziesięć lat. Atanasios postawił przed sobą cel – zbudowanie dobrze zorganizowanego klasztoru, jak w miejscu z którego musiał uciec – z Agion Oros. Zebrał czternastu mnichów z okolicy i razem wdrapali się Szeroką Skałę – skałę-blok wysoką na 613 metrów nad poziom morza i 413 nad pobliskim miastem Kalambaki. Zaczęli budować Klasztor Wielkiego Metora. Atanasios Meteoryta dał podwaliny pod zasady życia zakonnego w Meteorach. Dzieło dokończył Joasaf – dzięki datkom od licznych wiernych. Przez kolejne lata powstawały kolejne klasztory – było ich 24. Powstało prężne i dobrze zorganizowane państwo klasztorne. Wszystko jednak ma swój początek i koniec – to państwo podupadło a dzisiaj funkcjonuje tylko sześć klasztorów. Z pozostałych zostały ruiny a czasem nawet i nie to…
Pozostali nieliczni mnisi doglądają budynków, pracują jako doglądacze turystów
a w wolnym czasie modlą się i studiują pisma teologiczne. Przez większość roku poszczą.
Szacuneczek dla kierowcy autobusu – to co on wyczyniał na wąziutkiej, zatłoczonej szosie, jest pełne podziwu. Nam się z Marcinem słabo robiło. Kierowca nie był brawurowy, o nie, po prostu był dobry, naprawdę dobry.
Na dzień dzisiejszy do każdego z klasztorów prowadzi dogodne dojście – schody, pomosty itp. w przeszłości dostać się można było po systemie drabin i lin, wspinania lub wciągania przez innych na górze – w siatkowej wielkiej torbie… (Zapytany kiedyś zakonnik na pytanie jak często zmieniają liny miał odpowiedzieć, że jak się zerwą…)
Widoki – przepiękne i niezapomniane. Widoczność wzorcowa. Wszystko z osobna i razem zapiera dech. I to pytanie – jak ktoś w średniowieczu mógł zbudować cokolwiek na takiej wysokości? No jak?
Byliśmy w dwóch klasztorach: Warlaam i Russanu. Pani w Czerwonej Sukience powiedziała, że te dwa są jej zdaniem najbardziej reprezentatywne oraz że każdy z nich pomalowany jest w nieco inaczej chodź wg ściśle kreślonych zasad.
Na pierwszy ogień poszedł klasztor Warlaam. W XIV w. pustelnik o imieniu Warlaam wdrapał się na skałę, wybudował na szczycie malutki kościółek i kilka cel. Żył samotnie w modlitwie do ostatnich swoich dni. Budynki pozostały opustoszałe. Na początku XVI mnisi Nektarios i Teofanis z klasztoru Wielkiego Meteora postanowili odbudować zrujnowany kościółek pod wezwaniem Trzech Patriarchów. Z czasem zakonników przybyło i wybudowano w 20 lat drugi kościół, większy i szerszy – Wszystkich Świętych z charakterystycznymi dwiema kopułami. Klasztor wzbogacił się na darowiznach (posiadłości ziemskie, winnice, gaje oliwne i lenna). Z czasem stał się klasztorem wzorcowym.
Początki powstania klasztoru Russanu nie są udokumentowane ale zakłada się, że powstał bardzo dawno temu – około 1388 r. Jedna z teorii głosi, że pierwszy mieszkaniec nazywał się Rusanos i pochodził z wioski Rosana. Draga teoria mówi, że klasztor wybudowali mnisi Nikodem i Benedykt. Pewne jet za to to, iż w 1545 r. mnisi Joasaf i Maksimos z Epiru dostali zgodę na wzniesienie kościoła w stylu bizantyjskim na miejscu zrujnowanego kościoła Przemienienia Pańskiego raz na odnowę klasztoru. Nie wiadomo co się działo z zabudowaniami w ciągu następnych dwóch wieków. Potem często był obrabowywany, rujnowany i zaczął podupadać aż do 1940 r. Przez 20 kolejnych lat zaczynając od 1950 r. , kobieta o imieniu Euzebia, z pobliskiej wioski Kastraki, robiła co w jej mocy, aby zabudowania pozostały w stanie używalności. Dzisiaj to jedyny klasztor żeński w tym zespole klasztornym.
We wszystkich klasztorach panuje zakaz robienia zdjęć w budynkach z uwago na dobro malowideł, ikon, płaskorzeźb i ikonostasów (przegroda w kościele oddzielająca część dostępną dla wiernych od części dostępnej dla księdza). Na pocieszenie i na pamiątke można kupić sobie album
dostępny także w języku polskim :O Wszystkie malowidła charakteryzują się brakiem perspektywy i światłocienia.
Do klasztorów trzeba wejść odpowiednio ubranym – zasłonięte ramiona i kolana, umiarkowany dekolt. Inaczej dostajesz chustę na zakrycie tego i owego. Russanu jest o wiele, wiele mniejszy od Warlaama ale za to czuć kobiecą rękę – kwiatki w donicach i na malusich rabatkach, pnące rośliny, ule.
Na koniec zawleczono nas do Kalambaki, miejscowości u podnóży Meteorów na jedzenie. Na szczęście dobrowolnie. Cielęcinka w sosie z ziemniaczkami i sałatka, a jak, grecką. Wracaliśmy nieco inną drogą, by podziwiać inne widoki za radą Pani w Czerwonej Sukience. Chyba prorocza rada, bo gdzieś wzdłuż trasy którą zmierzaliśmy do Meteorów, wybuchł pożar i zamknięto wjazd do doliny… byliśmy po 20.00 w Pefkochori. Inne autokary nie miały takiego szczęścia
Patrz -> Galeria
Wyprawa niezapomniana i jak najbardziej godna polecenia. Grecja okazuje się być nie tylko plażami z palmami i pozostałościami po starożytnych – to także świat prawosławnych. Meteora oznacza ‘zawieszony w powietrzu’ – i można sobie dopowiedzieć między ziemią a niebem – dosłownie i w przenośni.
(źródło: Meteora, Święte Skały i ich historia, Przewodnik Turystyczny; wydawca: – Georgios Tzioras – Kalambaka)