Fischmarkt
Pogoda się nieco zepsuła – częste deszcze, choć słońce próbuje się przebić.
W pracy – sezon się chyba już zaczyna, a to za sprawą firmy Sand, która zażyczyła sobie zmienić nalepki na 24 tysiącach sztukach bielizny… jedyna różnica na nalepkach to delikatna zmiana nazwy np z traditional brief na traditional. Na moje, faceci raczej nie przyglądają się nalepkom dlużej niż pare sekund i raczej po to, by spojrzeć na rozmiar a nie analizować nazwę – ale nasz klient, nasz pan
Na poczet nowego sezonu zakupiłam sobie nowe butki z amortyzacją – a Stadium moim nowym ulubionym sklepem
nie dość, że promocja to jeszcze dostało mi się zegarek. Całkiem zgrabny i się przyda, bo myślałam nawet o zakupie. Lubię takie zbiegi okoliczności.
Wykończeniówka domu w Brørup się nieco ciągnie. Po części brak czasu, po części kasa – no i ten metraż… a rachunki nadchodzą… utrzymanie tego domu to naprawdę tysiące… zapadł pomysł, jak dom może zarabiać – klub dla swingers’ów
temat może rozwinę, jak przyjedziemy z wakacji.
A właśnie wakacje – jeszcze tydzień – i ruszamy w drogę. Najpierw Polska: odwiedziny, badania, parę spraw do załatwienia i po tygodniu w kraju ojczystym ruszamy do Poznania na samolot. Do Grecji, na półwysep Chalkidiki “przypominający wielki trójząb boga mórz Neptuna”
już powoli zaczynam odliczać… Marcin ma ambitny plan rzucenia palenia – plasterki, gumy do żucia + ciepło + zwiedzanie – ta kombinacja ma pomóc. Zobaczymy jak to będzie w praktyce. Chcemy zobaczyć koniecznie Ateny i Meteory
Z Janką byliśmy w Hamburgu na Fischmarkt. Zwlekliśmy się o 3.30 z łóżka, godzina później w samochodzie i około 7.oo byliśmy na miejscu. Rynek odbywa się w kążdą niedzielę. Otwarty od 5.oo w lato i od 7.oo w zimę, trwa do 10.oo. Owoce, wrzywa, ryby, mięso, kwiaty, biżuteria, ciuchy, pamiątki itp… ciągnie się ciągnie wzdłuż portowego nadbrzeża. Im bliżej do 10.oo, tym ceny niższe. Gdzieś w połowie ciągu straganów stoi spory budynek, gdzie można przysiąść, zjeść, wypić, gdzie gra jakiś zespół i gdzie można potańczyć. Pączki są o wiele lepsze w Polsce (w Danii w ogóle nie ma).
Wsiedliśmy jeszcze na łódeczkę i przez jakieś 1,5 h oglądaliśmy dawną magazynową dzielnicę oraz port. Port w Hamburgu to bodajże drugi co do wielkości port w Europie i jeden z ważniejszych naświecie. Pan ze statku rzucała tonażami i możliwościami przeładunkowymi poszczególnych mijanych statków, ale obawiam się, że musiałabym odświerzyć mój niemiecki
to znaczy nauczyć się go od nowa, haha ha ha.
Na koniec byliśmy jeszcze w dzielnicy Reeperbahn i St. Pauli – taki bieg przez główną ulicę… Niestety bateria padła mi już wtedy – a bardzo żałuje, bo to malownicza i specyficzna część miasta była
Przy okazji wpadliśmy na… Robina od Żabci. Wracał od kolegi do rodziców. Chyba był rówie zaskoczony co my tym spotkaniem
Akurat znaleźliśmy się o tym samym czasie i w tym samym miejscu – w kilku milionowym mieście w Niemczech
Patrz Galeria –>



