Archive for Kwiecień 18th, 2008

Człowiek ze wschodu w bibliotece – wypożyczenia

piątek, Kwiecień 18th, 2008

Rzecz może się wydawać banalna – iść i wypożyczyć książkę. A jednak.

Pewnego dnia z Ilonką postanowiłyśmy skorzystać ze sytuacji, że byłyśmy już pod biblioteką i zapisać się do niej. Weszłyśmy, znalazłyśmy panią za stoliczkiem, dogadałyśmy się, dodała nas pani do użytkowników. Stwierdziłyśmy, że nasza kartą biblioteczna będzie nasze tutejsza karta ubezpieczeniowo-zdrowotna – robi też w Danii za dowód tożsamości.

Wszystko poszło gładko. Więc jeszcze znalazłyśmy po książeczce z działu anglojęzycznego, coby już coś na spróbunek wypożyczyć. W Svendborgu wypożyczenie wyglądało tak, że podchodziło się do stołu z napisem ‘wypożyczanie’ (po duńsku oczywiście), wkładało kartę, pisało pin i przejeżdźało kodem kreskowym naklejonym na tył książki. Wiedziona doświadczeniem, odnalazłyśmy taki stół – w miarę z daleko od ludzi na wszelki wypadek. Cóż za prorocza myśl. W Koldingu stół miał jeszcze ściankę, na której znajdował się ekranik. Podeszłyśmy, położyłam moją zdobycz na głaciutkim blacie.

Po pierwsze – gdzieś trzeba wsadzić kartę. Na stole, po prawej stronie znajduje się kilku centymetrowy otwór. Wsadzam moją kartę i po chwili ją wyciągam, bo nie wygląda na to, żeby miała zostać gdzieś wciągnięta jak bankomacie. Na ekraniku pojawia się napis ‘wpisz pin’. No to ja do ekraniku i chce wpisać pin. Numerki znikają i znowu strona powitalna. Hmmm… spróbujmy jeszcze raz. To samo – ja do ekraniku a ten chowa przede mną numerki! Hmmm… może kartę wsadzam nie tak? Bo różnych konfiguracjach przychodzi refleksja – a może ta karta ma tam zostać? Myśl okazuje się być trafiona. Karta leży w niej luzem, przechylona, jakby dziura była za szeroka i za mało głęboka ale klawiatura na ekraniku nie znika! Pin wpisany i zatwierdzony. Zdążyłyśmy się obśmiać.

Opcji nie ma za dużo, więc naciskam ikonkę ‘wypożyczone’. I tu moje pierwsze zaskoczenie – coś już mam na koncie… moja pierwsza myśl: ‘Dali mi konto po kimś innym! i Jakieś zaległe rzeczy mam po kimś! No nie!’ Ale, ale – przecież moim numerem jest mój tutejszy pesel, to niemożliwe żebym ktoś miał identyczny. Zerknięcie na to, co właściwie mam na koncie i… okazuje się to być książka leżąca obok na blacie.

- Hej, przecież tu jest wpisane to, co chce wypożyczyć – mówię do Ilony.

- A jak oni wiedzą, co chcesz wypożyczyć? – odpowiada rezolutnie siostra.

I przychodzi na nas olśnienie – na blacie nie ma nic, oprócz otworu na kartę – nie ma widocznego czytnika, bo… czytnik jest niewidoczny gdzieś na stole a ja przypadkiem położyłam książkę kodem do stołu i czytnik do zeskanował w momencie wpisania pinu…

Jak już skończyłyśmy ryczeć ze śmiechu nad naszym cywilizacyjnym zacofaniem (jakiś nastolatek dziwnie nam sie przyglądał), otarłyśmy łzy, przestałyśmy się przytrzymywać o blat, Ilona powtórzyła moje poczynania bez zbędnych ceregieli. Bramka przy wyjściu nie zapikała więc jednak wypożyczenie poszło!

Oddaliłyśmy się w pośpiechu.

statystyka