Hiszpania – dzień szósty – Barcelona cz. II

Czerwiec 2nd, 2011

Przejechaliśmy koło Casa Mila – wielkiego domu / kompleksu, lepiej znanego jako “La Pedrera”; potem mignęła nam Casa Batllo – dzieła Gaudiego na ulicy Passeig de Gracia. Wysadzono nas na Placu Katalońskim (Placa Catalunya). Zakomunikowano nam, że mamy trzy godziny czasu wolnego a Les Rambles, najbardziej znany deptak Barcelony zaczyna się zaraz za winklem. Mieliśmy uważać na złodziei.
Les Rambles ciągnie się od Placu Catalunya ku morzu. Zaraz na początku minęliśmy fontannę Canaletas. Legenda mówi, że ktokolwiek napije się z tej fontanny, będzie zawsze żył w Barcelonie.
Zanurzyliśmy się w tłum. Już po paru minutach miałam wrażenie, że turystów jest więcej niż tubylców. Marcin też. No nic, ruszyliśmy przed siebie. Na początku stało dużo budek z kwiatami. Potem już nie. Mineliśmy barokowy kościół Betlem, budowany w latach 1681-1729. Potem minęliśmy Pałac Virreina, który powstał w latach 1772-1784. Budynek używany jest jako miejsce przeróżnych artystycznych przedsięwzięć, wystaw obrazów i fotografii, rzeźb. To siedziba Muzeum Sztuki Dekoracyjnej. Wzdłuż deptaka stało wiele osób-rzeźb: wróżki, diabły, duże dzieci, rycerze… ci bardziej pomysłowi wzbudzali duże zainteresowanie. Doszliśmy do hali targowej St. Josep, popularnie zwanej La Boqueria. Już wcześniej wiedziałam, że to popularne turystyczne miejsce. Pierwsze wzmianki o La Boqueria sięgają roku 1217, kiedy to ustawiono stoły do sprzedaży mięsa. Tak jak w poprzednich wypadkach, nie wchodziliśmy, nie wiedząc ile nam może czasu na to zejść… w wąskich przesmykach mignęła nam to gotycka wieża, to wysokie ściany kościoła. Znów powstrzymaliśmy się przed pokusą skręcenia… Na co sobie pozwoliliśmy to zejście w wielki  neoklasycystyczny plac/dziedziniec zwany Placa Reial. Otoczony stolikami pod parasolkami, i palmami. Pośrodku znajduje się fontanna i lampy zaprojektowane przez… tak, tak. Gaudiego.

Tam też pierwszy raz zwróciłam uwagę na interesujący pomysł na plandekę zasłaniającą remontowany budynek. Bez reklamy! Tak, to możliwe. Za to nadruk przedstawiał wygląd, który osiągnie budynek po remoncie. Coś fantastycznego. Zasłania budowę i nie rani oczy reklamą.

Idąc dalej wzdłuż Les Rambles, przystanęliśmy na Placu Teatralnym koło pomnika Fryderyka Solera, poety i dramaturga, przy tym biznesmena, żyjącego w XIX w. Potem mignął nam szyldzik Muzeum de Cera (wosku). I w końcu doszliśmy do końca Les Rambles. A tam wielki plac de la Pau, na jego środku widziana wcześniej już kolumna z Kolumbem na szczycie (z 1888 r.), wysoka na 59 metrów. Czyli dotarliśmy do morza, bo po drugiej stronie woda i statki. Nie wiedzieliśmy wtedy, że w środku kolumny mieści się winda, którą mozna podjechać na górę i popodziwiać widoki. Przy placu stoi wspaniały teatr, ukończony w roku 1848 – Gran Teatre del Liceu oraz jeden z najlepiej zachowanych budynków miasta, Les Drassanes, ukończony w 1387r.Teraz służy jako Muzeum Morskie. Równolegle do morza, ciągnie się ‘przecinająca’ ten wielki plac autostrada, zwana Ronda Litoral. Nie widać jej, bo ciągnie się pod ziemią, by promenadą Moll de la Fusta mogli poruszać się mieszkańcy miasta i podziwiać widoki. Tak to się robi polscy planiści dróg…
No więc zrobiliśmy w tył zwrot i z powrotem podążając Les Rambles i jej falowany wzór na chodniku. Zrobiliśmy małe zakupy (pocztówki, album, szaliczek :D ). Przystanęliśmy przy domu zwanym Casa Brono Quadros autorstwa Josepa Vilaseca ozdobione  wzorami orientalnymi a konkretnie japońskimi oraz … parasolami. Niedaleko Muzeum Erotyki.

Wróciliśmy na Plac Kataloński, osobiście nie zdawałam sobie sprawy, że mamy jeszcze dobrą godzinę. Obeszliśmy plac. Przysiedliśmy przy fontannach, znów nie mogłam się napatrzeć na szerokie ulice. Kusząca wydała się ulica Passeig de Gracia ale się nie daliśmy. Postanowiliśmy zagłębić się w starszą część: Barri Gotic. Daliśmy się ponieść tłumowi i zanurzyliśmy się w wąskie uliczki. Staraliśmy się nie oddalać od Placu Katalońskiego. Udało nam się trafić nam na fontannę Portaferrissa. Znajduje się w zagłębieniu budynku, zrobiona z kamieni pochodzących z Montjuïc, ma dwa krany a nad nią płytki ceramiczne z wymalowanymi grupami ludzi znajdujących się pod XIII w. murami obronnymi i Żelazną Bramą (Porta Ferrica). Rok powstania – około 1680 r., autor nieznany, płytki są nowe, bo z 1959 r. Trafiliśmy na perełkę: gotycki kościół pod wezwaniem Św. Anny. To było jak przejście w inny świat. Sam kościół był już zamknięty ale dało radę wejść na przynależny dziedziniec z krużgankiem. Cicho, żadnych ludzi. Cień pod łukami, studnia na środku dziedzińca, otoczona palemkami i drzewami mandarynkowymi. Cudeńko…
Wyszliśmy w końcu prosto ciepło i gwar. Powoli poszliśmy na miejsce spotkań. Nawet chyba wszyscy byli o czasie. Wtłoczyliśmy się do autobusu. Przejazd koło Łuku Triumfalnego i areny corridy (Plaza Monumental de Barcelona tudzież Plaza de Toros Monumental), drapacza chmur Akbar i w końcu powrót do Roses…

Teraz z perspektywy czasu się cieszę, że byłam w Barcelonie. Ale pamiętam zaraz po powrocie nie umiałam się do końca ustosunkować. Jak już wspomniałam, Barcelona nas przytłoczyła swoim ogromem. Plus, czuliśmy stanowczo niedosyt, tyle rzeczy do zobaczenia, wstępnie poświęciłabym gdzieś z 10 dni na zwiedzanie. Dwa tygodnie na spokojnie. To miejsce na pewno nadaje się na ‘miastowe’ wakacje, zawsze można sobie zrobić przerywnik na plaży. Po tamtej jednodniowej wycieczce czułam się, jakby ktoś dał mi do posmakowania przepyszne ciastko i dosłownie wyjął mi je z ust…

Hiszpania – dzień szósty – Barcelona cz. I

Maj 29th, 2011

W sumie na ulotkach było napisane co zobaczymy i na tym koniec. Żadnego planu o której i jak długo. Po pytaniach Niemców, przewodniczka pobieżnie zdradziła co i jak :D   Wjechaliśmy w szerokie ulicy Barcelony (liczące do 7 pasów w jedna stronę). Przejechaliśmy przez jeden z największych placów miasta – Plaça d’Espanya (wytyczony w 1715). Przejechaliśmy koło areny corridy, ogromnej fontanny dedykowanej trzem wielkim wodom (Morzu Śródziemnemu i Kantabryjskiemu oraz Oceanowi Atlantyckiemu), fontanny magicznej (La font Magica) i Narodowego Muzeum Sztuki Katalońskiej. Minęliśmy także główne wejście do El Poble Espanyol (Hiszpańska wioska – bardzo żałuje, że nie dane było nam tam zajrzeć) czyli bramę San Vicent; oryginalną wieżę Calatrava z areną Palau Sant Jordi i tak wjechaliśmy na Montjuïc i dane było nam wyjść…

Wzgórze  Montjuïc to jedna z bardziej atrakcyjnych części Barcelony. Łączy sztukę, kulturę, sport i historię :) Co do nazwy, historycy nie mogą się zdecydować, czy nazwa wywodzi się od  Mons Jovis / Monte de Jupiter / Montjuïc (miała tu podobno stać starorzymska świątynia poświęcona Jupiterowi) czy też ma związek z Żydami i w tej teorii są dwa przypuszczenia: albo nazwa wywodzi się od żydowskiego cmentarza lub ma związek ze sławną i potężna rodziną żydowska Mont Judaic. Estyma, która mają mieszkańcy Barcelony dla tego miejsca sięgnęła zenitu wraz z letnimi igrzyskami w 1992 roku – wzgórze zostało ośrodkiem zainteresowania na skalę światową. To tu toczona walkę  w paru dyscyplinach. To tu otwarto i zamknięto igrzyska.

Wysiedliśmy – od razu nam powiedziano, że dużo czasu nie mamy. Jakieś pół godziny i mamy być z powrotem. No to wyskok i szybki marsz to punktów widokowych. Nie powiem, ładne. Miasto rozciągało się gdzie nie okiem sięgnąć. No prawie – wyjątkiem była strona od morza. Trochę nas Barcelona przytłoczyła swoim ogromem. Ale zobaczyliśmy coś, co jeśli będzie dane zajrzeć do tego miasta drugi raz, musimy koniecznie spróbować – kolejka liniowa nad miastem! Na Montjuïc jest stacja końcowa/początkowa. No więc ‘liznęliśmy’ tylko wspomniane punkty widokowe i ogrody… zachmurzyło się. Pierwszy raz w czasie naszego pobytu tam.

Wsiedliśmy z powrotem do autobusu. Zjechaliśmy, przejechaliśmy koło Kolumny Kolumba i wysadzono nas w dzielnicy zwanej wdzięcznie Barceloneta, przy Passeig Maritim (deptak wzdłuż plaży) w porcie Olimpic. Jak to bywa na takich wyprawach, polecono nam restauracje. Tak, tak. Trochę wcześnie było na jedzenie dla nas, ale pomyśleliśmy sobie, że nie wiadomo kiedy będzie nam dane zjeść znowu, więc nie marudziliśmy i zamówiliśmy jedzonko. Dobre, popite San Miguelem :D Troszkę czasu wolnego nam dano po żarełku. Przeszliśmy się więc deptakiem, pogapiliśmy na plaże. Ładna, zadbana i szeroka. Sprawiała wrażenie bardziej “nowoczesnej” niż ta w Walencji poprzez nowoczesne, wysokie budynki w tle. Ale też one nie dały zapomnieć, że człowiek znajdował się w wielkim mieście. Palmy ich nie ukryły :D

Wtłoczyliśmy się z powrotem do autobusu i dotarliśmy pod najbardziej znany chyba budynek Barcelony – Temple de la Sagrada Familia – wielki kościół secesyjny. Budowa jego zaczęła się w roku 1882 i trwa do dzisiaj… Jak Sagrada Familia to napisać trzeba i o Gaudim. Antoni Gaudi, architekt który zaprojektował wiele budynków stolicy Katalonii. Gaudi przejął nadzór nad budową kościoła dziewięć lat po rozpoczęciu prac. Zmodyfikował projekt. Dokończył budowlę krypty zmieniając jej strukturę; w 1893 r została skończona apsyda (w stylu gotyckim); zaczęto budową fasadę Nativity; w 1925 r. skończono jedną z czterech wież odchodzącą od tej fasady; trzy pozostałe były w trakcie budowy, kiedy Gaudi zginął tragicznie – wpadając pod tramwaj w 1926 r. Cała fasada została skończona tak, jak chciał tego architekt. Kościół docelowo będzie liczył pięć naw i trzy ogromne wejścia: wschodnie (Nativity – narodzenie pańskie), zachodnie (męka i śmierć pańska) oraz południowe największe (chwała i zmartwychwstanie pańskie). Każde wejście będzie miało cztery wieże. Obecnie stoi osiem wież, finalnie ma być ich dwanaście i mają symbolizować dwunastu apostołów. Cztery znajdujące się najbliżej kopuły są wyższe niż pozostałe i reprezentują czterech ewangelistów. Te cztery z kolei będą otaczać jeszcze wyższą (170 m), symbolizującą Zbawiciela. Gaudi został pochowany w krypcie Sagrada Familia. Projekt budowy obecnie nadzoruje kataloński artysta Subirachs, który dokończył wschodnią fasadę. Zerwał on dość radykalnie ze stylem Gaudiego. Styl Subirachsa jest czytelniejszy, linie prostsze, widać perfekcje harmonii i brak patosu.

To teraz trochę moich wrażeń. A tym, że pełno tam ludzi i trzeba było się nieźle nagimnastykować, aby zrobić zdjęcie bez innych pozujących ludzi, nie będę się rozpisywać. Ale napisze o innej przeszkodzie. Dźwigach. Tak, stoi ich tam kilka, dorównywających wieżom :) Albo wszystkie pocztówki i zdjęcia pochodzą z jakiegoś okresu jak ich nie było albo graficy się nieźle pocą, by je wyciąć… Całość jest ogromna. My kręciliśmy się przed wschodnią częścią, tą jakby nieco roztopioną. Ilość szczegółów jest niesamowita: rzeźby, elementy ozdobne w formie roślin, okienka, rozety… aż nie wiadomo na czym oko zawiesić. Lornetka by się przydała. Część ciemniejsza (starsza), część jaśniejsza (dopiero zbudowana lub wymieniona) :D Wszystko ogrodzone płotem. Można wejść do środka ale na stanie w kolejce nie mieliśmy czasu. Nie poszliśmy też obejrzeć nowej części po drugiej stronie, bo baliśmy się, że nie zdarzymy z powrotem na czas. Tak, byliśmy ograniczeni do niecałych 30 minut… Całość robi wrażenie, nie powiem. Jednak nie da się przeoczyć faktu, że budowa trwa i jeszcze trochę potrwa… i ten ścisk (a to była środa). Ciekawe czy ja dożyje ukończenia tego tworu… to będzie niewątpliwie bardzo oryginalna budowla. Dla mnie pozytywnie oryginalna.

Barcelona – wprowadzenie :p

Maj 15th, 2011

W poniedziałek rano zamówiliśmy jednodniową wycieczkę do Barcelony. Być jakieś niecałe 100 km i tam nie być – trochę głupio. Dla Bartka i Monika nieszczęśliwie się złożyło, że właściciele czyli kuzynka i jej rodzina, właśnie w środę przylatywali. Trzeba było ich odebrał. Do wylotu Moniki i Bartka  mieszkali w innym mieszkaniu.

Rano wstaliśmy i poczłapaliśmy na miejsce zebrań. Autobus był na czas, pokluczył po pobliskich miejscowościach i ruszył do Barcelony.  Było tak 3/4 autobusu. Okazało się, że większość to Niemcy i Francuzi. Po naszej zgodzie, tłumaczka/przewodniczka mówiła w ich językach a mnie tłumaczył Marcin.

Początki Barcelony nie są do końca jasne, są zamglone legendami. Pewne jest to, że Fenicjanie byli pierwszymi “intruzami” a większość historyków zgadza się do tego, iż Kartagińczycy “ochrzcili” miasto. Nazwę Barcino nadał Hannibal w hołdzie swemu ojcu Amilcarowi Barca. Przez ponad sześć wieków dominowali tu Rzymianie; podbita przez barbarzyńców – Wizygoci włączyli miasto w skład własnego państwa; przez prawie 100 lat dostała się Barcelona pod panowanie Arabów (do 801 r.) – uwolniona przez Ludwika, syna Karola Wielkiego; przez ponad pięćset lat była stolicą niezależnego hrabstwa a potem Królestwa Aragonii (po małżeństwie hrabiego Rajmunda Berengara IV z księżniczką aragońską Petronelą). Na te pół wieku przypada czas największego rozrostu i splendoru miasta. Śladami są liczne budynki i mury powstałe w tym okresie a które można podziwiać w starej części miasta. Znaczenie jego spadło wraz ze zjednoczeniem się z Kastylią.
Wiele statków, ruszających do nowo odkrytej Ameryki, powstało w dokach Barcelony. Władze jednak powoli odwracały swoją uwagę na rzecz innych części półwyspu. To sprowokowało powstanie, które skończyło się konfrontacją sił Burbonów przeciw Barcelonie. Miasto zostało zmuszone do poddania się a liczne przywileje utraciły swoją moc – w tym i używanie katalońskiego. Stało się to w roku 1714, 11 sierpnia.  W odpowiedzi na to, Katalończycy zaczęli obchodzić 11 sierpnia “Diadę” czyli narodowy festiwal kataloński. Oprócz wielu zakazów, tysiące budynków zostało rozebranych by zbudować wojskowy fort “La Ciutadella“. Miał umocnić kontrolę nad miastem i powstrzymywać Katalończyków przed ponownymi powstaniami. Fort przetrwał około 120 lat; w 1869 zdecydowano o wyburzeniu tego, co zostało po bombardowaniu sprzed 20 lat. Na miejscu fortu powstał wielki park (wg planu Ildefonsa Cedry), na którego terenie powstały budynki z przeznaczeniem na muzea. W 1888 na Światowej Wystawie, mieszkańcy Barcelony mogli świętować zniszczenie bastionu swych okupantów. Plan Cerdy, rozpoczęty przy okazji Wystawy a zakończony w 1929r., dał Barcelonie sposobność odzyskania urbanistycznej siły i rozmachu. Pozwolił miastu na rozwój, połączył stare dzielnice z podmiejskimi miejscowościami, uformował miasto jakie znamy dzisiaj. Ostanie duże zmiany miały miejsce w 1992 przy okazji Letnich Igrzysk Olimpijskich.

Na dzień dzisiejszy miasto liczy 1,6 mln mieszkańców a cała aglomeracja 3,7 mln. Drugie co do wielkości miasto w Hiszpanii.

Hiszpania – dzień piąty – Empuriabrava

Kwiecień 11th, 2011

Po drodze do Roses podjechaliśmy do Empuriobrava. Ta niewielka mieścina ma jeden z największych portów jachtowych na świecie. Oryginalnie miejscowość była zbudowana na bagnach, dlatego też, choć w linii prostej Empuriobrava była w zasięgu dłuższego spaceru od naszej miejscówki, nie dało się tego zrobić z powodów kanałów i rowów… To miejscowość typowo turystyczna. Tubylców około 5 ooo a z turystami może być i 80 ooo… Bardzo ładna plaża. Miejscami tak jakoś swojsko / polsko  :D

Empuriobrava to dobre miejsce dla właścicieli jachtów, miłośników desek surfingowych i imprezowania. Na ulotki dość sporych dyskotek natknęliśmy się pary razy i w Roses.

Patrz –> Galeria

Hiszpania – dzień piąty – Figueres

Kwiecień 10th, 2011

Od Rafaela usłyszeliśmy, że jeśli nie chcemy utonąć w tłumie zwiedzając Muzeum Salvadora Dali, to musimy równo o 10.00 być pod kasą. We wtorek rano, między siódmą a ósmą pobudka, prysznic, śniadanie i w samochód. Figueres leży naprawdę blisko Roses. Ma około 40.ooo mieszkańców. Stare miasto, bo pierwsze prawa dostało w roku 1267 od Jakuba I Zdobywcy. Od lat 50 ubiegłego wieku miasto rozwija swą ekonomię głównie dzięki turystyce. To tu urodził się Dali.
Podobno Muzeum Salvadora Dali jest drugim najczęściej odwiedzanym muzeum w Hiszpanii.

W 1954, Salvadora Dali, podczas prezentacji “Mostra di quadri, disegni ed oreficierie” w Królewskim Pałacu w Mediolanie, nawiedziły myśli o spalonych ścianach Teatru Miejskiego w Figueres. Ósmego sierpnia 1961 roku Dali wypowiedział głośno swą myśl o wybudowaniu muzeum, w którym ukazałby swą twórczość. W tymże roku zaczął się cały proces tworzenia. Artysta stwierdził, że gdzie, jak nie w jego mieście, miałyby przetrwać jego prace; Teatr Miejski zaś to znakomite miejsce z trzech powodów:1) sam jest malarzem iście teatralnym; 2) Teatr znajduje się na przeciwko kościoła, w którym został ochrzczony, 3) dokładnie w westybule Teatru miała miejsce jego pierwsza wystawa malarska. Pre-inauguracja Muzeum miała miejsce w październiku 1970 roku, preludium otwarcia to sierpień-wrzesień 1973 roku a oficjalne otwarcie to 28 sierpnia 1974 roku… po wielu wzlotach i upadkach, długich procedurach i oczekiwaniach, przy wsparciu miasta i burmistrza, przy aktywnym udziale artysty. Samo Muzeum rozrastało się niczym żywy organizm, ponieważ Dali dodawał nowe rzeczy i przerabiał stare. Aż do swej śmierci w 1989 roku.
Dzisiaj, mówiąc o Muzeum Salvadora Dali, ma się na myśli dwie różne przestrzenie – pierwsza to stary przerobiony Teatr Miejski, XIX wieczny budynek projektu Roca i Bros, spalony przypadkowo w styczniu 1939 roku przez żołnierzy Franco rekrutowanych z Maroko. Muzeum bazowało na kryteriach i projektach samego malarza. Druga przestrzeń to seria sal, które stopniowo zostawały dodawane do oryginalnego kompleksu Muzeum Salvadora Dali: zaczynając od krypty, poprzez sale należące do Torre Galatea, budynku zakupionego w roku 1981, a który wchodził w skład średniowiecznych murów i nosił nazwę Torre Gorgot. Budynek jest bardzo charakterystyczny: ciemno różowy, mury ozdobione równomiernie rozłożonymi żółtymi trójkątnymi elementami (okruszki chleba) , zwieńczony naprzemiennie wielkimi jajkami i złotymi manekinami na podwyższeniach. Trudno przegapić. To w Torre Galatea Dali mieszkał od 1984 do swej śmierci w 1989 r. Już przed wprowadzeniem się artysta pracował nad fasadą i kształtem budynku; to on też zmienił nazwę. To “rozszerzenie” zostało otwarte dla publiczności w lipcu 1990 roku i mieszczą się tam przede wszystkim prace z jego późnego okresu twórczości. Zaś w 1994 roku pokazano “nowe sale”, które mieszczą się w przylegającym budynku (niegdyś domek gościnny, potem sklep z antykami) i mieszczą wielki obraz “Apotheosis of the Dollar” oraz kolekcje biżuterii i precjoza. Read the rest of this entry »

statystyka